Górna Chata. Od marzenia, aż po jego realizację – wywiad

W momencie kiedy zakładałem tego bloga wiedziałem, że duża jego część poświęcona będzie na poznawanie ludzi, którzy poprzez swój upór, niebywałą determinację i skupieniu na swoim marzeniu realizują je. Uwielbiam pokazywać Wam osoby, które idą pod prąd i udowadniają, że niemożliwe po prostu nie istnieje. Tym razem zawitaliśmy do świata Kasi i Leszka Górnych oraz ich 3 przeuroczych pociech.

A całe zamieszanie dzieje się… No właśnie gdzie? Zdradzę tylko, że wszystko ma miejsce na wysokości 939 m n.p.m. Jest to prawdziwa osada górska znajdująca się w otoczeniu lasów, potoków i szczytów górskich. Wszyscy Ci, którzy marzą o totalnym detoksie od telewizji, informacji, Internetu, dróg i miejskiego życia zobaczcie to.

Zapraszam do rozmowy.

M oi drodzy powiedzcie coś o sobie. Jak to wszystko się zaczęło i skąd pomysł na zamieszkanie wysoko w górach, gdzie widok zapiera dech w piersiach, ale życie na co dzień wcale nie jest takie proste? 

K. L. 

Nasza historia rozpoczęła się w Bydgoszczy, oboje pochodzimy z tego miasta. Poznaliśmy się w klubie „Bogart”. W 2002 roku wzięliśmy ślub i zawsze wiedzieliśmy, że nie zostaniemy w mieście. Dlatego jak rodzice postanowili zakupić hektary w Bieszczadach ruszyliśmy razem z nimi w grudniu 2004 roku.
Nasz synek miał wtedy 6 miesięcy. W 2007 roku postawiliśmy wszystko na jedną kartę i kupiliśmy dom w kredycie. Małe gospodarstwo 55 a nie mając totalnie środków na spłatę, z dwójką dzieci, 3-letnim Kubą i miesięcznym Julkiem.

To były ciężkie czasy, ale wiedzieliśmy, że jedynie ciężką pracą dojdziemy do czegoś sami. Tak też bez niczyjej pomocy z malutkimi dziećmi wzięliśmy się za remont 100-letniej chaty 🙂 Pierwsi Goście przyjechali w lipcu, było surowo. Kombinowaliśmy jak mogliśmy, aby było im wygodnie i od tego momentu powolutku każdy zarobiony pieniądz inwestowaliśmy w to miejsce. „Smolnikowe Klimaty” to było nasze dzieło.

Ponieważ jeszcze, wtedy Bieszczady były dzikie, nie było wielu turystów, tworzyliśmy w małej drewnianej chatce przed domem meble artystyczne. Robiliśmy to nocami, a nasz najmłodszy syn przez wiele miesięcy miał kolki i spał bite 4 godziny od 24:00 do 4:00 nad ranem ze zmęczenia, bo płakał przez kolejne 20 godzin non stop. To był czas, aby malować mebelki i nadrabiać wszelkie zaległości. Później było już trochę łatwiej. Powoli było o nas słychać. Goście pocztą pantoflową przekazywali wieści o nas i odwiedzali nas ich przyjaciele, rodziny itd. Nie było Instagrama, Facebook był jeszcze nie tak znany jak obecnie. Były telefony i wiadomości na skrzynce e-mail. Remontowaliśmy ten dom aż 6 lat. Chcieliśmy aby było to miejsce wyjątkowe, ale to nie było ciągle to coś dla nas. Marzyliśmy, by mieszkać bardziej dziko, wyżej w górach. Szukaliśmy takiego miejsca jak te nasze w Ochotnicy przez 2 lata w Bieszczadach, ale nie znaleźliśmy. Więc kiedyś przypadkowo znaleźliśmy nasze Gorce, wpisując w Google Grafika „dom z widokiem na góry” i ukazała nam się stara rozpadająca chata w Ochotnicy Górnej.

Wiedzieliśmy o istnieniu tej wsi, bo kilka lat wcześniej kiedy to Bieszczady były naszym ukochanym i jedynym miejscem na ziemi kupiliśmy w niej wóz drabiniasty i stary drewniany kuferek. To od tego się zaczęło. Ochotnica oczarowała nas. Przyjechaliśmy tu zimą w 2011 roku i było magicznie, pełno śniegu lecz do miejsca z ogłoszenia nie udało nam się dotrzeć.

Ale znając Wasz upór i determinację nie poprzestaliście na tym? 

K. L. 

Po majówce w 2012 roku ruszyliśmy obejrzeć działkę, było magicznie, miejsce bardzo trudne do życia, ale nasza decyzja była na tak. Wiedzieliśmy, że to jest to czego szukaliśmy 🙂 Jednak przez kolejny rok nie udało się nam tego kupić. Mieliśmy już dosyć, bo jak wszystko było już na prostej, jak już wydawało się nam że kupujemy, księgi wieczyste były już uporządkowane to umarł jeden ze współwłaścicieli i wszystko odwlekło się w czasie. To wszystko sprawiło, że musieliśmy szukać innego miejsca w Gorcach.

Dla cierpliwych na końcu wywiadu czeka na Ciebie niespodzianka wiążąca się z pobytem w Górnej Chacie. 

Przez kiepski zasięg internetu, całkiem przypadkowo weszłam na ogłoszenie. Było już dwa razy nieaktualne, ale tym razem, gdy chciałam zrobić wstecz spojrzałam na datę i tu była aktualizacja ogłoszenia dwa dni wcześniej. Leszek szybko zadzwonił i ten sam głos starszego górala w języku mało zrozumiałym dla nas wtedy oznajmił, że chcą sprzedać gospodarstwo 🙂 Byliśmy uradowani jak dzieciaki. Umówiliśmy się za dwa dni na zwiedzanie. Ruszyliśmy z Bieszczad w Gorce i tak już zostało. Od razu się zdecydowaliśmy.

Nie było łatwo na początku, mieliśmy bardzo niewielki budżet na remont, nie było nic, ani wody, ani ogrzewania wszystko krok po kroku do remontu, który ciągnie się, aż do teraz. Dokładnie 20 maja 2013 roku zamieszkaliśmy na Holinie w Ochotnicy Górnej, a że jesteśmy Górni to „Górna Chata” okazała się idealną nazwą dla naszej osady.

Górna Chata z widokiem na Tatry.

Czy to oznacza, że jeśli mamy tak ambitne i duże cele to w życiu trzeba postawić wszystko na jedną kartę i rzucić się na przysłowiową głęboką wodę?

Tak było w Waszym przypadku, bo przecież idąc za marzeniami nie zawsze było kolorowo i przyjemnie, a jednak zbudowaliście wspaniałe miejsce daleko od smogu, ludzi i miejskiego życia?

K. L. 

Tak, zdecydowanie w marzeniach trzeba stawiać wszystko na jedną kartę. Bywało trudno i to bardzo. Mieliśmy wiele takich sytuacji kiedy nie jeden dałby sobie już spokój. Po sprzedaży chaty w Bieszczadach i zakupie ziemi w raz z budynkami do kapitalnego remontu zostało nam niewiele. Wiedzieliśmy że pieniądze na remont i życie skończą się bardzo szybko. I tak już w październiku zostaliśmy bez grosza. Nie mieliśmy możliwości zaciągnięcia kredytu. Ale z racji tego, że takie sytuacje nie załamują nas, a pchają dalej do działania zaczęliśmy robić meble artystyczne, które wykonywaliśmy już w Bieszczadach.

Kolejną rzeczą była pierwsza część Górnej Chaty. Niewielkie mieszkanko 4-osobowe, które przygotowaliśmy na lato i tu był początek naszej przygody z Gośćmi w Gorczańskiej Krainie.

Każde zarobione pieniądze inwestujemy w te miejsce, nie jesteśmy taką miejscówką jak większość bogatych pensjonatów na Podhalu co właściciele z ogromną gotówką stawiają sobie chaty z marzeń urządzone na wysoki połysk.

Nasze miejsce jest tworzone przez nas, dosłownie wykonujemy tu każdy rodzaj pracy.

Jak wygląda taki „zwykły dzień” u Państwa Górnych? W sezonie, po za sezonem, gdy turyści dają Wam trochę odpocząć. 

K. L. 

Nasz dzień zawsze jest pracowity, nawet jak nie ma Gości jest czym się zajmować. Remontujemy nasze gospodarstwo, zajmujemy się zwierzakami, robimy meble, przygotowujemy reklamę naszego miejsca, robimy fotki, kręcimy filmy. Cały czas coś się dzieje, czasem na chwilkę wpadamy w hamak i wisimy. Między pracami korzystamy z atrakcji jakie oferuje Górna Chata, czyli pływamy w stawie, idziemy do wielkiego hamaku w lesie i kąpiemy się w „Gorącej Bani”, wtedy czujemy te miejsce jeszcze bardziej, bo jest to dla nas bardzo dużo. Taka odrobina relaksu.

Czym charakteryzuje i wyróżnia się „Górna Chata”? Czego można spodziewać się po przyjeździe na weekend lub dłuższy urlop?

K. L. 

Górna Chata to nie jest zwykły pensjonat czy agroturystyka. Dlaczego? To chaty położone na dziewiczej polanie, pośród natury. To tak jakby nocowało się w schronisku wysoko w górach, lecz w innych warunkach, bardziej komfortowych, kameralnych. To miejsce nie dla każdego, ponieważ do chaty nie dojedzie się bezpośrednio autem, nawet auto 4×4 może mieć czasem problem. Zimą jeździmy ratrakiem i skuterem śnieżnym, a droga nasza jest torem na deskę, narty i sanki.

Gdzie indziej w Polsce można wypoczywać w pięknym i dzikim miejscu i cieszyć się klimatem drewnianych wnętrz, widokiem za oknem zapierającym dech w piersiach. Jest wiele pięknych chat na Podhalu, lecz wszystkie oprócz luksusu nie oferują nic specjalnego, dom na domu, ogródek przy ogródku i człowiek na człowieku.

Górna Chata to prawdziwa górska osada.

Wolna od smogu i miejskiego życia.

 

Wiemy, że dzisiaj ludzie potrzebują ciszy i wysokiego standardu i my do tego dążymy. Chcemy być miejscem gdzie turysta zechce dojść z plecakiem, ale będzie wiedział dokąd idzie będzie wiedział, że to miejsce jest wyjątkowe, że warto poświęcić odrobinę trudu i dotrzeć do naszej magicznej osady, by zrelaksować się mógł w najwyżej położonym w Polsce póki co stawie kąpielowym, wygrzać się w gorącej bani i popatrzeć na Tatry. I wyjść tak po prostu z chaty na szlak.

Staramy się by nasz Gość był rozpieszczany, nie tylko pięknymi widokami. Człowiek żyje, trzeba też dobrze zjeść, a po takich górskich wędrówkach apetyt jest duży więc serwujemy pyszne dania wegetariańskie i wegańskie. Marzy się nam, aby to miejsce było wolne od mięsa, aby nasi Goście szanowali to i go tu nie spożywali ale wiemy, że póki co nie możemy jeszcze 100% takich ludzi mieć, a też nie możemy odmawiać tym co mięso w plecaku sobie chcą przynieść. Ale może kiedyś, to byłoby super. Wiemy, że weganie i wegetarianie czuliby się u nas jeszcze lepiej jakby sąsiedzi z pokoju obok mogli sobie podczas pobytu odpuścić smażoną kiełbaskę na patelni 🙂

Każdy ma jakieś wizje swojego miejsca, my też ją mamy.

Patrząc na to co zbudowaliście wydaje się, że potrzebny jest co najmniej okrągły 1 milion złotych, żeby móc myśleć o realizacji takiego przedsięwzięcia jak Górna Chata. W takiej szalonej lokalizacji. Czy jesteście w stanie obalić ten mit lub może potwierdzić? Pieniądze to chyba jeden z najważniejszych powodów dla których ludzie rezygnują z takich marzeń 🙂

K. L. 

Więc jesteśmy chyba szaleni, bo miliona nie mieliśmy … 🙂 Zaczęliśmy z niewielką kwotą 80 tys. złotych, było ciężko, bo po zakupie ziemi, domu właśnie tylko tyle nam zostało. Ale każdy zarobiony grosik dorzucaliśmy do tego, aby te miejsce mogło się rozwijać. Różne prace wykonujemy, żeby móc inwestować w Górną Chatę 🙂 95% robimy sami, to chyba dzięki temu stać nas było na to by stworzyć takie miejsce.
Pieniądze nie dają pewności, że uda się zrealizować marzenia tę pewność daje determinacja, wyobraźnia i moc, która potrzebna jest w sytuacjach kryzysowych. Takich w których nie masz ochoty iść dalej. Wiara w to, że się uda to wszystko co będzie Cię pchać by iść do przodu!

Czym zajmowaliście się „przed” tym wszystkim? Czy myśleliście o tym co by było gdybyście nie robili tego co „teraz”. Jak wyglądałoby Wasze życie i codzienna praca?

Wcześniej Leszek pracował w firmie komputerowej, ja z mamą prowadziłam galerię „Światła i Dźwięku” to było jeszcze przed wyprowadzką z Bydgoszczy. W Bieszczadach zanim kupiliśmy nasze gospodarstwo Leszek kosił setki hektarów bieszczadzkich łąk, pracował we lesie na zwózce drewna, naprawiał również maszyny rolnicze.

Odśnieżał kilak bieszczadzkich wiosek a ja pomagałam mu w sypaniu mostków, zakrętów itd, byłam wtedy w ciąży z kolejnym synkiem Julkiem. Gdy Kuba smacznie spał w domu dziadków bo przez chwilę mieszkaliśmy wszyscy razem ja zawoziłam Leszka przed świtem do lasu, jak sypaliśmy mostki i podjazdy trudniejsze to ja siedziałam za kierownicą. Kuba w foteliku, a Leszek na przyczepie z piaskiem. Czasem było zabawnie, czasem bardzo trudno, ale jakoś trzeba było sobie radzić 🙂

Nie zamienilibyśmy swojego „teraz” na nic innego. Jesteśmy szczęśliwi, że robimy właśnie to wszystko 🙂
Nie cofamy się do przeszłości co by było gdybyśmy zostali w mieście bo wiemy, że nigdy tam byśmy nie mieszkali. Jeśli nie wyprowadzilibyśmy się w Bieszczady na pewno zamieszkalibyśmy na wsi, może w innych górach może nad jeziorem.

Co byście poradzili osobom, które noszą się z zamiarem zamieszkania daleko od zurbanizowanych obszarów w drewnianej chacie z widokiem na panoramę naszych Polskich Gór?

K. L. 

Takim osobom radzimy by za długo nie analizowały tego, by szli za marzeniami, bo jeśli za bardzo będą kalkulować inwestycję i obmyślać to raczej zrezygnują. Trzeba wiedzieć czego się chce, czy ma się wystarczająco dużo siły, aby iść w tym kierunku. My nie mieliśmy pomocy w tym naszym marzeniu, dzieci wychowywały się we wiecznym remoncie, obok nas, a jednak z nami. To dla nich ta decyzja o zamieszkaniu w takim miejscu, ale i czasem na przekór im kiedy było ciężko widzieliśmy, że i One na tym cierpią. Jednak dzisiaj wiemy, że niczego nie żałujemy i my i One 🙂

 

Wybraliśmy życie w pięknym i dzikim miejscu, wiedzieliśmy, że nasze dzieci nie będą uczęszczały na zajęcia dodatkowe, że czasem nie przeczytamy Im bajki na dobranoc to poświęcenie na które też trzeba będzie się zdecydować. Niektórzy mówią nam, że też by tak chcieli żyć, lecz czekają na to aż dzieci podrosną, wyfruną z gniazda, lecz wtedy może być już ciężko. Człowiek przyzwyczaja się z czasem do pewnego komfortu życia i już nie bardzo ma chęci na realizowanie marzeń.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Halny wieje, śnieg przyniesie 🙂 Czekamy aż znowu spadanie a Wy jak tam lubicie zimę ? W Górnej Chacie każda pora roku jest piękna ale zimę uwielbiamy bo można się wtedy bawić na całego i to nie koniecznie na stoku a na naszej polanie wysoko w górach pod samą chatą 🙂 Dzikie trasy górskie na wędrówki, na narty na wyprawę z aparatem w ręku 🙂 Zapraszamy Was serdecznie na Święta do nowej ,, chatki ,, to będzie coś wyjątkowego 🙂 na ferie również 🙂 gornachata@gmail.com #święta #ferie #gorce #ochotnicagórna #slow #tatry #chalet #skitravel #chaletluxe #skichalet #mountains #mountainholiday #beautifuldestinations #luxurychalet #luxurylife #skiholiday #chaletrent #instatravel #instamountain #skiresort #interiordesign #waitingforsnow #whereissnow #winterwonderland #lifefolktakeover #livefolk #snow #winter #naturephotography #landscape

Post udostępniony przez Mountains Chalet Resort Ski (@gornachata.pl)

Kto dotrwał do końca i nosi się z zamiarem spędzenia urlopu u Kasi i Leszka w ich pensjonacie agroturystycznym z przepięknym widokiem na nasze Tatry i Gorce mamy mały rabat – 5% – http://gornachata.blogspot.com. Wystarczy powołać się przy rezerwacji na nasz blog (hasło: chodzwgory)!

  • Tobiasz Duda

    Dziękujemy kochani 🙂 Miejsce niepowtarzalne. Jak dla mnie patrząc na całą historię wokół to chyba numer 1 z takim widokiem i w takiej lokalizacji. Gospodarze mają wielkie serce i potrafią iść za marzeniami!

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.