Plener na Polanie Rusinowej cz. 2

Czy plener na Polanie Rusinowej to dobry pomysł?


S

poniewierani, zmęczeni i nieco przewiani przez halny podczas pierwszego dnia pleneru, ale szczęśliwi. Mieliśmy poczucie, że zrobiliśmy coś co pozostanie w naszej pamięci na bardzo długo. To wspaniałe uczucie. Myślę, że wiesz o czym mówię? Nawet przy ogromnym zmęczeniu czuliśmy, że to czego dokonaliśmy jest wyjątkowe i warto było.

Drugi dzień zaplanowaliśmy nieco spokojniej. W niższych partiach gór, ale w obecności równie pięknej scenerii. Zapomnieliśmy o zakwasach i bólu mięśni. Na nogi postawiła nas polopiryna zaaplikowana w nieco większej dawce niż normalnie. Resztę dnia spędziliśmy pod ciepłą kołderką, aby zregenerować siły i przygotować się do kolejnej przygody.

Jeden dzień przerwy wystarczył. Spodoba Ci się to miejsce, jeśli boisz się lub masz pewne obawy przed nieco wymagającymi szczytami.

Miej świadomość, że miejsca, które my wybraliśmy na plener ślubny są wyłącznie inspiracją. W Zakopanem są dziesiątki, jak nie setki miejsc, gdzie można zorganizować coś podobnego licząc na fotki zapierające dech w piersiach. To tylko niewielki wycinek naszych wojaży po których będziesz miała szansę ocenić i sprawdzić czego możesz spodziewać organizując plener na Polanie Rusinowej i Kasprowym Wierchu. Dowiesz się jakie niespodzianki czekają Was po drodze.

Jak się do tego przygotować zakładając kilka scenariuszy mając na uwadze fakt, że w górach bywa na prawdę różnie. Dla osób bardziej ambitnych i tych, którzy planują znaleźć się na Rusinowej Polanie i Gęsiej Szyi w zimowej aurze odsyłam do relacji (kliknij tutaj).

Warto śledzić warunki atmosferyczne na różnych portalach pogodowych (my korzystamy najczęściej z http://www.accuweather.com), ale miej świadomość, że w górach to nie zawsze się sprawdza, więc musisz być przygotowany na różne okoliczności. Pogoda jest wstanie zmienić się w jednej chwili. Większą ostrożność zaleca się idąc wysoko, wysoko w góry.

Przygodo trwaj!


Kolejny plener rozpoczęliśmy podobnie zahaczając wpierw do naszej znajomej fryzjerki na ułożenie fryzur. Możemy Ci z ręką na sercu polecić jej salon fryzjerski LOOK Natalia Błaszczyk. To jej powierzyliśmy nasze włosy! Po za umiejętnościami Natalia to wspaniała, bardzo przyjazna dziewczyna. Pozdrawiamy jej psiaka, biało-czarno-brązowy beagle z charakterkiem. Kto ma psa tej rasy wie o czym mówię. Ok, nasze włosy zostały ujarzmione, yyy czyli są piękne. Lecimy przygarnąć do samochodu naszych zwariowanych fotografów (dwa totalne przeciwieństwa charakteru, Justyna szalona wariatka, a Tomek to bardzo spokojny, opanowany, ale niezwykle przyjazny gość).

Tradycyjnie na sobie mieliśmy już ubiór weselny. W reklamówkach na przebranie buty górskie, termos z ciepłą herbatką, obowiązkowo jedzenie oraz 2 litry wódki weselnej. Zastanawiasz się po co? No i dlaczego nie mamy ogórków na zagrychę? Nie, nie będziemy hucznie świętować zakończenia udanej, dwudniowej sesji w obliczu słowackich gór. I tak przez cały pobyt faszerowany byłem antybiotykami, więc ja bym na tym nijak nie skorzystał.

A tak całkiem serio to jedna flaszka trafiła do rąk Pań, które obsługiwały parking przy Wierch Poroniec zamiast biletu za postój (20 zł/dobę). Na samą myśl nasuwa się pytanie (zapewne nie tylko Tobie) czy Panie skonsumowały „łapówkę” na miejscu, czy poczekały z tym do wieczora…?

Trasa dla mało wymagających – Wierch Poroniec -> Polana Rusinowa


Krótki opis samej trasy, jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości. Cała trasa jest w dużym stopniu na płaskim terenie, bez większych nachyleń. W większości idziemy lasem, więc nie jesteśmy narażeni na silne słońce w przypadku, gdyby była ostra lampa. Długość całego odcinka to w przybliżeniu około 3,5 km. Możemy ją pokonać w granicach do 1:15 godziny jak wynika z mapy. Nie mniej jednak jest to czas z dużym zapasem. Osoby bardziej wysportowane, bez zatrzymywania są wstanie dojść do Polany w ciągu 40 minut.

Na początku jest krótki odcinek składający się z dużych kamieni (osoby z wózkami dziecięcymi będą miały nieco większy problem), a więc warto dostosować na tę okoliczność odpowiednie obuwie. My połączyliśmy strój weselny z górskimi butami. Co według mnie dało bardzo dobry efekt.

W mojej ocenie droga bardzo prosta, a ścieżka szeroka. Poradzi sobie na niej nawet najmniej sprawny turysta, słowo daję!

Wchodząc na Polanę po lewej stronie znajduje się jedyna Bacówka o której jeszcze będę pisał. Możemy nabyć tam oscypka oraz inne produkty mleczne własnego wyrobu – nie ma nic lepszego jak pieczony oscypek z żurawiną! Po za tym znajdują się tam liczne drewniane ławki na których można usiąść, odpocząć podziwiając panoramę Tatr. Warto zwrócić uwagę na najwyższy szczyt Tatr i jednocześnie Słowacji – Gerlach znajdujący się na poziomie 2655 m n.p.m (szczyt ten należy do Korony Europy).

Plener na Polanie Rusinowej.

Owce i my.

To zdjęcie uwielbiamy najbardziej. Justynie udało się ustrzelić owcę w najlepszym momencie co sprawia, że my stajemy się postaciami drugoplanowymi na tym zdjęciu. Trzeba przyznać, że owca ma w genach umiejętność modelingu. Po za tym przyznaj, że to świetny chillout w jej wykonaniu? Coś ta trawa w sobie ma! 😉

Górale lubią sobie bachnąć.


Druga butelka trafiła do bacy, który urzęduje w tamtejszej Bacówce na Rusinowej. Jest tam tylko jedna bacówka, więc nie problem ją znaleźć. To była zapłata za możliwość poruszania się po polanie, tam gdzie chcemy, fotografowania się z jego owcami białymi i czarnymi. Mieliśmy to szczęście, że owce wypasane są do końca września na polanach, a później po prostu zimują sobie po za nimi.

Przez chwilę towarzyszył nam zaprzyjaźniony pomocnik Bacy (jeśli się nie mylę jest to Juhas), który jak się okazało przez większość lata mieszka w drewnianej budce. Bez okna, prądu, wody, łazienki o wielkości 2,0 x 2,0 m. Może nawet mniej. Nie mierzyliśmy, ale w środku znajdowała się pierzynka, kawałki drewna oraz nożyk do rzeźbienia. Wyobrażasz sobie mieszkać w takich warunkach? Jacek nie posiada żadnego adresu zamieszkania, ani dowodu osobistego! To nas lekko zszokowało, bo chłopak wcale nie był stary, miał w granicach 30 kilku lat.

Otrzymaliśmy nawet niewielki prezent od naszego przyjaciela, który wyszedł spod jego rąk. Podobno wykonanie czegoś takiego to dla niego jakieś 30-40 minut pracy 😉 Był tak miły i sympatyczny, że odwdzięczyliśmy się również niewielką zapłatą za jego czas, towarzystwo i kontakt z owcami. Jedną z nich miałem szansę trzymać na rękach 😀 Nie wiem kto z nas był bardziej przerażony? Ja czy owca? 😉 Dodam, że to nie był mój prywatny pomysł. Jacek, bez żadnego uprzedzenia wrzucił mi owcę na ręce, nie mieliśmy wyjścia i wspólnie upamiętniliśmy ten moment.

Plener na Polanie Rusinowej wspominamy bardzo miło i było to dopełnienie naszego marzenia, które dojrzewało w nas przez ostatnie miesiące przed uroczystością weselną. Dopięliśmy swego realizując to co dla niektórych często bywa kłodą nie do przejścia. Udowodniliśmy w ten sposób tylko w niewielkim stopniu, ale jednak, że niemożliwe nie istnieje, a ograniczenia, które bardzo często nas hamują są w naszej głowie za naszym przyzwoleniem.

Wszystkim, którzy marzą o plenerze w górach mocno kibicujemy! 

Jeśli masz już podobną przygodę za sobą to podziel się tym z nami 😉

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.