Zimowy trekking – Rusinowa Polana i Gęsia Szyja

Prosta Rusinowa Polana i Gęsia Szyja – ZIMĄ.


Na Rusinowej byłem już kilkukrotnie, a jeden z tych najbardziej pamiętnych wypadów opisałem wspominając nasz plener ślubny, który miał miejsce prawie 4 lata temu. Ale ten czas leci. Dowiesz się z niego dlaczego Rusinowa Polana to dobry pomysł na szybką sesję w górach, bez ekstremalnych doznań, ale za to ze wspaniałą Panoramą na Tatry.

Tym razem wybrałem się tam w okresie zimowym, a żeby było jeszcze ciekawiej to prócz samej polany pokusiłem się o zdobycie Gęsiej Szyi. Nie byłem tam ani latem, ani zimą.

Ten szlak polecam każdemu kto lubi widok pięknej panoramy, ale niekoniecznie liczy się z zamiarem kilkugodzinnego trekkingu. Trasa do zrobienia na szybko, gdy w zasięgu mamy tylko 3-4 godziny wolnego czasu. Oczywiście, wyjście na Gęsią Szyję zajmie nam już nieco więcej czasu i więcej wysiłku. Myśląc jednak o samej polanie czas ten jest z dużym zapasem. Jest go na tyle dużo, że latem będziemy mogli poleżeć na kocu wpatrując się w Tatry od tej piękniejszej strony, a zimą na ławkach też można zchilllować.

Jaki był tego początek?

To był dwudniowy wypad. Pierwszy dzień spędziliśmy na Morskim Oku i Czarnym Stawie, gdzie z pogodą trafiliśmy iście zajebiście. My załapaliśmy się na słońce. Innym nie było dane. Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Myśleliśmy, że limit naszego szczęścia został już wyczerpany. Otóż nie. Tym bardziej, że w drodze powrotnej na Palenicę Białczańską śnieg sypał bez żadnej przerwy. Zaciągnęło się na dobre. Nic nie zapowiadało takiego szczęścia jakie spotkało nas następnego dnia o poranku.

Ja i Marcin. Tak, bo tym razem był to typowo męski wypad w góry, bez opcji all inclusive. Bez zważania na nocleg. Miało być tanio, schludnie, a celem samym w sobie miał być czas spędzony w Tatrach (czyt. dobra pogoda, śniegu po pas, zdrowy mrozik i bez wiatru – poproszę!). Nie licząc na cudowną pogodę, zasypialiśmy z poczuciem niepewności. Bez względu czy będzie pogoda, czy nie to i tak ten dzień spędzimy na szlaku.

Rusinowa Polana i Gęsia Szyja. To był nasz cel na drugi dzień.

Miało być szybko, sprawnie, widokowo.

Cholera, a co jeśli będzie ponuro, mglisto, a nasz widok zakryją ciemne, kłębiaste chmury? Taki wariant mieliśmy w zanadrzu. Nawet najlepsze prognozy pogody mogą pokrzyżować plany i zapędy na idealny trekking. Pobudka o 7:30, bo o 8:00 w cenie mieliśmy śniadanie, które warto było zjeść. I co się okazuje? Patrząc za okno widzę bezchmurne niebo i na dodatek sporo słońca. Pakujemy torby, zbieramy cały ten grajdołek i wrzucamy do auta, bo w zamiarze po zejściu ze szlaku jest bezpośredni powrót na Śląsk.

Za nim jednak to nastąpi chcemy nacieszyć nasze oczy patrząc na Lodowy Szczyt, Hawrań, Murań, Gerlach, Rysy, Koszystą, Mięguszowieckie Szczyty, a nawet na Kasprowy Wierch i Giewont i wiele innych.

Za nim ruszyliśmy nasze leniwe, trochę zmęczone i obolałe tyłki to trochę czasu minęło. Parkując samochód na Wierchu Poroniec zegar wskazywał godzinę 9:40. Trochę nam zeszło. Trzeba przyznać, że ta późna pora trochę nas zmobilizowała. No i nie pamiętam kiedy ostatni raz o tak późnej porze wchodziłem na szlak.

 

„Już prawie dziesiąta godzina!”

 

O nie. I gdyby nie to, że ten dzień traktowaliśmy trochę jak taki „slow day” to pewnie o tej godzinie bylibyśmy już na samej Gęsiej. Nasze organizmy potrzebowały bodźca do tego, żeby podkręcić metabolizm i ruszyć żwawym tempem wykorzystując tym samym idealne do tego warunki.


WIERCH PORONIEC (parking)  RUSINOWA POLANA

 – szlak zielony dla początkujących – czas: od 50 minut do 1 h 

Dotarliśmy na polanę.

W miarę szybko meldujemy się na pierwszym punkcie widokowym. Sprawnie i bez zbędnych ceregieli. Przysięgam, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc „widokowych”. Sentymentalne to jedno. A drugie to, że jest blisko, a widoki są ponadprzeciętne. Polana jest dość szeroka i rozległa, a więc jest w stanie pomieścić dużą ilość turystów jednocześnie. Na pewno jest ona mocno oblegana przez cały rok – bez względu na porę roku. Taki jej urok.

Trasa polecana jest każdemu kto kocha piękne widoki. Każdy da radę. Mały. Duży. Starszy. Stworzona dla rodzin z dziećmi – wózkami spokojnie można wjechać. Gorzej będzie zimą, ale kreatywne osoby na pewno sobie poradzą. Tym bardziej, że w tych czasach są różne pojazdy dla maluszków.

Wracając z powrotem mijaliśmy wesołą, młodą rodzinkę, która miała coś w rodzaju przyczepy rowerowej do przewożenia dzieci. Zamiast kółek mieli narty – ciekawie to wyglądało. W środku leżało dziecko, w tle przygrywała mu góralska muzyka. Brawo dla rodziców za ich odwagę i determinacje ♥

W ten sposób dużo niemowlaków „nieświadomie”, z pomocą rodziców odwiedza miejsca, których wielu dorosłych jeszcze nigdy nie miało okazji zobaczyć.

 

„Ale widoki – TO JEST TO!”

To była moja reakcja. Wierzę, że nie byłem odosobniony. I nie byłoby w tym nic dziwnego, ale na tej polanie byłem już kilka razy. Nigdy jednak nie byłem zimą. Wszystko wygląda bardzo jednolicie. Kolory towarzyszące tym wspaniałym widokom to w dużym stopniu jak nie jedynym: czarny i biały. Prostota wygrywa.

Ok.

Dość tego zachwalania i słodzenia!

Pora przedstawić kilka istotnych faktów i detali. Rusinowa Polana to teren bardzo rozległy, a jej całkowita powierzchnia to blisko 100 ha. Znajduje się ona pomiędzy Gęsią Szyją, a Gołym Wierchem. Nie będzie w tym pewnie nic dziwnego i twórczego jeśli powiem, że w okresie wiosennym i letnim odbywa się tam wypas owiec. I to właśnie wtedy mamy szansę na zjedzenie świeżego i ciepłego oscypka z tamtejszej bacówki. A to wszystko na poziomie 1210 metrów n.p.m. Podobno dawniej znajdowała się tam rozbudowana osada licząca około 20 szałasów jednak zachowało się dosłownie kilka.

Docierając na miejsce pokonujemy 139 m wzniesień, a różnica poziomów pomiędzy Wierch Poroniec (1101 m), a Rusinówką (to jedno z określeń) to blisko 109 m. Do pokonania jest około 3.2 km. No szału nie ma. Ale nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Ważny jest efekt – panorama jedyna w swoim rodzaju. I to jest ten nasz główny gwóźdź programu (czyt. wyprawy).

 ⇑ Hawrań (2152 m) – najwyższy szczyt Tatr Bielskich na Słowacji. 

Rusinowa polana w pełnej odsłonie.

I wiecie co?

Jestem bardzo dumny, bo udało się uchwycić i zapisać na kartach pamięci mojego aparatu na prawdę świetne zdjęcia. To w dużej mierze wszystko dla Was. Poprzez zdjęcia chcę wyrazić i odwzorować to co tam zastałem. Fotografia nigdy nie odda tych emocji na żywo. To prawda. Ale. Jest to pewien wyznacznik tego czego możesz się spodziewać.

Mam nadzieję, że zdjęcia Cię zachęcą i zarówno Rusinowa Polana jak i Gęsia Szyja okażą się tym samym strzałem w dziesiątkę. Wiem to na pewno. Nie rozczarujesz się, chyba, że pogoda pokrzyżuje Ci plany.

 

Widziałeś to? 

To są prawdziwe góry. Powyżej w pełnej okrasie od lewej jegomość Pan Gerlach, Młynarz, Ganek i Wysoka w parze z Rysami. Delikatnie przysłonięte chmurami. Zacne towarzystwo. Pochłonęły mnie bez końca. To jedno z ulubionych zdjęć do którego bardzo często wracam. To jest jeden z tych momentów, gdy patrząc nie wiesz co powiedzieć, bo coś jest tak imponujące i piękne, że nie znajdujesz słów, żeby to opisać.

Mimo kalorycznego i obfitego śniadania w naszym pensjonacie rozbiliśmy się na przedostatniej wolnej drewnianej ławce (śmiesznie to wyglądało przy tak dużej warstwie śniegu, coś jak bunkry, okopy…) i wyjęliśmy z naszych torb wszystko to co było jadalne. Czas na sjestę. Zasłużona? Może nie tak jak dzień wcześniej, ale drugie śniadanie to święto. Była herbatka, bułeczka, ciasto, batoniki, banany i co ino. I małe piwko dla uzupełnienia elektrolitów. To nagroda i uwieńczenie całego wyjazdu. A co.

Trochę od tego pisania zgłodniałem.

RUSINOWA POLANA ⇒ GĘSIA SZYJA

– szlak zielony (dalsza część) czas przejścia: od od 45 – 55 minut

Rzut oka na dalszą część trasy. To pierwsze podejście na Gęsią Szyję, które latem przypomina schodowego węża. Zimą oryginalne i charakterystyczne schody przykryte są śniegiem. I tak i tak idziemy po swego rodzaju stopniach, które zostały wyżłobione, wyryte przez pierwszych turystów przecierających szlak. Nie bez kozery nazwano ją Gęsia Szyja. Często się zastanawiam nad tym kto wymyśla wszystkie te nazwy. Niektóre są na prawdę kreatywne i twórcze (ha!).

I o tyle o ile wejście na Rusinową Polanę jest lajtowe to na Gęsią mamy  już 255 metrów samego podejścia. W końcu jakoś musimy wejść na wysokość 1489 m n.p.m., a to według mapy-turystycznej powinno zająć nam około 45 minut co w rezultacie da nam kolejne 1,2 km.

 

Przed nami najcięższy odcinek chociaż krótszy o dwa kilometry od poprzedniego to jednak przez większą część drogi będziemy zmuszeni iść cały czas pod górę. Przyznaję otwarcie, że momentami ja i Marcin dostawaliśmy lekkiej zadyszki. Co skutkowało tym, że robiliśmy 1-2 minutowe przerwy, żeby złapać oddech. A i ten spokojny spacer zaowocował dobrymi kadrami po drodze.

Czuć było, że mamy pod nogami co najmniej 1 metrową warstwę śniegu. Szlak był ubity, ale przy lekkim zboczeniu z wąskiej ścieżki nogi zapadały się powyżej kolan. Cieszyliśmy się tą zimową aurą tym bardziej, że czuć już było lekką odwilż. Śnieg topniał, bo w tym dniu temperatura w godzinach południowych była powyżej 0. W tym dniu na nic zdały nam się rękawiczki, bielizna termoaktywna i komin, którego kupując przed wyjazdem nie użyłem ani razu.

Ta trasa nie jest jakoś bardzo atrakcyjna. W dużym stopniu ten ostatni kilometr pokonujemy w strefie całkowitego zalesienia. W drodze na szczyt są jednak momenty gdzie podziwiać można widok na panoramę Tatr Bielskich poprzez Tatry Wysokie i Zachodnie.

Gęsia Szyja i panorama 360 stopni.

Koszysta widoczna z Gęsiej Szyi.

Widok, widokowi nie równy

Ku naszemu zaskoczeniu Gęsia Szyja przywitała nas samotnie. Bez jakichkolwiek turystów na szczycie. To niespotykany widok, a godzina dotarcia była godziną szczytową. Rzucamy torby na bok i korzystając z tej błogiej chwili ciszy i spokoju kadrujemy panoramę wokół oraz nas samych. Stojąc na Gęsiej o godzinie bliskiej 12-tej, zastanawiałem się jak ten widok może wyglądać przy blasku delikatnego, wschodzącego  słońca. Dałem słowo. Jeszcze tu wrócę.

Większość weteranów i doświadczonych Taterników chodząc po górach jest w stanie bez zająknięcia, czasem tylko z niewielką pomocą opisać większość szczytów. Dla tych, którzy jeszcze takiej umiejętności nie posiadają jest to nie lada wyczyn. Zawsze z wielkim podziwem patrzę na takie osoby. I marzę, żeby któregoś dnia móc bez mapy nazwać każdą z gór przy rozległych panoramach. To jednak wymaga setek, tysięcy godzin spędzonych w górach.

Nie żartuję. To nie jest proste.

Tym bardziej, że wymaga to opanowania setek nazw, a często są one dwuczłonowe i co najgorsze z goła dziwne. Więc jak, to zrobić? Nauczyć się ich nazw na pamięć? Trochę tak, ale każdy wierzchołek ma w sobie coś charakterystycznego z wyglądu co go odróżnia od pozostałych wzniesień. To cały sekret!

Slide thumbnail

 

Gęsia Szyja i widok jaki z niej można dostrzec wynagrodziła trud jaki musieliśmy włożyć przy wejściu na nią. Jej grzbiet, czyli ta charakterystyczna wierzchołkowa część zbudowana jest z dolomitowych skałek (Waksmudzkie Skałki) dająca wypiętrzenie na blisko 15 m. I tym sposobem stajemy na wysokości 1489 metrów. Mimo, że szczyt nie jest imponujący to jednak widok jest co najmniej taki jak z jakiegoś 2-tysięcznika!

Chmury przykryły białą poduszką Kasprowy Wierch i Giewont – są widoczne z Gęsiej. 

 

Pomocne wskazówki i ciekawostki:

  • Rusinowa Polana ma dwie możliwości dotarcia: najprościej i najszybciej z Wierch Poroniec (opisana w tym wpisie), ale warto też pokusić się o dojście od strony Zazadniej znajdującej się przy wylocie Doliny Filipki. Po drodze na Wiktorówkach warto zwiedzić jedno z kultowych miejsc, gdzie nie jedna para ślubowała sobie miłość – Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej. Tą trasą pójdziemy kilka minut dłużej.
  • Jest jeszcze jedna możliwość wejścia na Gęsią Szyję bezpośrednio od Palenicy Białczańskiej.
  • Trasa nie ma żadnych trudności technicznych. Jest prosta i polecana w różnych okolicznościach, jeśli ktoś nie szuka na siłę adrenaliny.
  • Zimą wymagane będą raki w dojściu na Gęsią Szyję – na pewno. Na Rusinową Polanę dojdziemy bez.
  • W sezonie wysokim (wiosna-lato) szlaki będą mocno oblegane, dlatego warto rozważyć pojawienie się na szlaku o nieludzkiej porze (czyt. o wschodzie, albo o zachodzie słońca).
  • Z Rusinowej Polany można  dojść na Halę Gąsienicową.
  • Wiesz ile jest schodów prowadzących na Gęsią Szyję z samej Polany Rusinowej? Podobno, bo osobiście nie miałem głowy, żeby zweryfikować czy to prawda – 1180! Szukam ochotnika, który podejmie się i sprawdzi czy to prawda 🙂
  • Parking i wejście na szlak są płatne.

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.