PO BESKIDACH: Spokojny szlak z Czantoria Wielka – Soszów Wielki – Stożek Wielki. No Extreme!

Przebieg trasy: Czantoria Mała – Czantoria Wielka – Soszów Wielki – Cieślar -Stożek Mały – Stożek Wielki.


Początek naszej wyprawy miał miejsce w Wiśle Głębce przy stacji PKP. W tym dniu mieliśmy mocno ograniczony czas, więc zostawiliśmy samochód przy PKP, wiedząc, że będzie to koniec naszej trasy, a pociągiem z Polskich Lini Kolejowych za całe 4 zł pojechaliśmy na stację Ustroń Polana. Pierwszy zamysł padł na Kubalonkę. Ale, no właśnie, ale przy tych temperaturach mogło by to nas zniszczyć, a wiec poszliśmy nieco po rozum do głowy i zamiast 19 km, zrobimy jakieś 12 km (+ 2-3 km na powrót do naszego samochodu).

Gotowy? – Mała Czantoria, od tego wszystko się zaczęło!

Aby nieco zaoszczędzić czasu i siły w ten skwarny dzień zamiast wchodzić na Czantorię na nogach wybraliśmy kolejkę krzesełkową i za 17 zł wjechaliśmy do góry.

Muszę przyznać, że do Czantorii (866 m) mam szczególny sentyment, bo jakby nie patrzeć była to moja pierwsza z gór, którą zdobyłem wchodząc na nogach. Myślę, że to między innymi dzięki niej rozpoczęła się moja przygoda i miłość do gór. Niby taka górka, ale prawie każdy z nas właśnie w ten sposób rozpoczynał swoją górską przygodę.  Coś drgnęło i tak zostało do dziś!

Jej trudność polega na tym, że droga w linii prostej jest dość krótka, ale przewyższenie jest na tyle duże, że podczas wejścia można się zmęczyć i wylać trochę potu z siebie. Świadczą o tym fakty: z samego dołu na Małą Czantorię pokonujemy 485 m przewyższenia, a kierując się w stronę Wielkiej Czantorii musimy wspiąć się o kolejne 129 m wyżej. Daje to łącznie 614 m przewyższenia, a jeśli chodzi o kilometry, które będziemy mieli w nogach pokonując ten odcinek to około 3,2 km.

Cały czas żałuję, że nie zrobiliśmy 100% planu i nie przyszło nam dojść do Kubalonki, ale mimo tego wyszła bardzo ciekawa relacja i zobaczyliśmy kolejny kawałek górskiego świata. Wierzę, że wrócimy jeszcze do tego pomysłu i relację powiększymy lub zrobimy nową.

Ale wracając do brzegu. Na poniższym screenie widzimy długość trasy, czas przejścia (bez zatrzymywania się) oraz przewyższenia jakie będziemy mieli przyjemność pokonać na poszczególnych odcinkach. To dobry sposób na to, żeby przygotować się i mieć pewien zarys tego co nas czeka na szlaku. To takie mentalne przygotowanie przed, a już później do gry wchodzi jeszcze fizyczny aspekt. Ale do odważnych świat należy, więc szybki rzut oka na mapę i ruszamy.

Wielka Czantoria – Jakie widoki czekają na Ciebie?

Na dużą uwagę zasługuje wieża widokowa na Wielkiej Czantorii (995 m n.p.m.), która ma 23 m wysokości i widać z niej praktycznie całą panoramę Beskidu Śląskiego oraz kawałek ziemi Czeskiej. Dojście do niej z Małej Czantorii to dosłownie 25 minut, a z reguły większość turystów (jeśli tak ich nazwać możemy) kończy swoją przygodę wyjazdem kolejką do góry i szybkim zjazdem na dół. Po uprzednio wypitym piwie, zjedzonym karczku i szybkim selfie, żeby było co wrzucić na social media z opisem („weekend aktywnie spędzony w górach”). Wiem, że TY nie, ale znasz takie osoby prawda?

No tak, ale przecież nikt nie powiedział, że na mecz reprezentacji Polski w piłce nożnej przychodzą wyłącznie kibice z krwi i kości, prawdziwi fanatycy futbolu, którzy znają się na tym sporcie, a nie znaleźli się tam przez przypadek, bo koledzy jechali.. I tak jest ze wszystkim.

Zachęcam wszystkich, aby mimo wszystko ruszyć nieco dalej, żeby móc doświadczyć widoków z wieży z której obserwować możemy Beskid Śląski, Beskid Morawsko-Śląski, rzekę Wisłę, miasto Wisłę, Ustroń, Skoczów przy dobrej pogodzie widoczny też jest kawałek Górnego Śląska. Niestety wejście na wieżę nie jest bezpłatne, ale warto poświęcić kilka złotych, żeby zobaczyć to na własne oczy. Chyba, że pogoda będzie nieodpowiednia, wtedy temat jest do przemyślenia 🙂

W tle centrum Wisły i popularny Gołębiewski 🙂

Po lewej stronie mój ukochany Ustroń i charakteryzujące go Egipskie trójkąty?

Całe szczęście nawet podczas 35 stopniowych upałach trasa nie jest męcząca, bo przez praktycznie 3 km zaczynając od Wielkiej Czantorii idziemy lasem wokół drzew, więc słońce bezpośrednio nas nie dotyka. W okresie lata (lipiec) wokół drogi rosną ostrężyny dla wielu znane jako jeżyny, a przyznam szczerze, że trochę tego po drodze było i co kilka minut zatrzymywaliśmy się, żeby osłodzić sobie podróż. To taka mała zachęta dla łakomczuchów!

Odpoczynek w starym, klimatycznym schronisku – Soszów

Pierwszy dłuższy przystanek miał miejsce w schronisku na Soszowie, gdzie w spokoju wyłożyliśmy nogi na ławce w cieniu oddając się błogiej ciszy. Chwila relaksu i czas na uzupełnienie elektrolitów przed kolejną częścią trasy. Do końca, czyli ostatniego punktu naszej wycieczki (Stożek Wielki) pozostało nam około 4,3 km maszerowania. Powinniśmy się zmieścić w czasie 1,30 godziny. Można powiedzieć, że prawie 8 km mamy już w nogach.

Warto odwiedzić schronisko turystyczne na Soszowie, ponieważ jest ono jednym z najstarszych w Beskidzie Śląskim. Znajduje się na wysokości 792 m n.p.m. Jego początki sięgają 1932 roku, a jego modernizacja i rozbudowa miała miejsce po drugiej wojnie światowej. Schronisko dla zainteresowanych posiada 33 miejsca noclegowe, więc w razie czego jest gdzie się położyć. Dla miłośników sportów zimowych obok znajduje się wyciąg narciarski, gdzie można poszusować na nartach i desce.

Niestety lub stety najcięższa część przed nami. Dopiero od tego momentu zaczynają się największe podejścia, ale przecież między innymi właśnie, dlatego chodzimy po górach, żeby od czasu do czasu wypocić organizm, zmusić go do wysiłku pokonując pewne bariery. Po za tym takie zorganizowane, zaplanowane i świadome wędrówki uczą swego rodzaju samodyscypliny i budują charakter…. Co powinno mieć bezpośrednie przełożenie w życiu prywatnym i zawodowym!

Góra Cieślar? Dlaczego powinieneś ją poznać.

Opuszczając schronisko po około 20 minutach mamy przyjemność stanąć na mało znanej górze Cieślar z której jest szansa, żeby dojrzeć Tatry (jeśli masz dobry wzrok to na zdjęciu poniżej powinieneś zobaczyć ich zarys). Dzieje się to wszystko na wysokości 920 metrów. Wychodzimy na polanę, gdzie jest brak drzew, a widok sprawia,  że nie sposób nie zatrzymać się podziwiając tym samym bardzo rozległą panoramę. To jest drugie takie miejsce zaraz po Wielkiej Czantorii, gdzie można na chwilę przystanąć, a najlepiej położyć się na karimacie, kocu oddając się krajobrazowi niczym z książki. Bez wątpienia jeszcze tam wrócę. To miejsce skradło moje serce!

Pamiętaj, że im miejsce bardziej odległe tym bardziej kameralne. Im trudniej dojść tym mniej turystów na szlaku. Jeśli szukasz ciszy w górach to wybieraj miejsca odległe, ciężej dostępne, idź na szlak o poranku, a nie w południe, a będzie Ci dane w samotności doświadczyć prawdziwej ciszy i szczęścia podczas spotkania sam na sam z górami.

Pora na konkrety. Po zejściu z Cieślara przyszedł czas na punkt kulminacyjny naszej wycieczki. Przed nami ostatnie podejście, dzięki któremu Wielki Stożek stanie się naszą rzeczywistością, a jeszcze nie tak dawno był tylko celem na kartce papieru. Z tej okazji postanowiłem wyjątkowo strzelić sobie zdjęcie z naszą górą liczącą równe 978 m n.p.m. Dla niewtajemniczonych to ten szczyt po prawej stronie. Z daleka wygląda niegroźnie, jak taki malutki pagórek, którego przekroczyć można jedną nogą, ale nic bardziej mylnego.

Jeśli ktoś by pytał gdzie jest Mały Stożek to właśnie na nim stoję. Znajduje się on pomiędzy górą Cieślar, a Stożek Wielki.

Robimy małą przerwę u stóp Dużego Stożka, żeby zebrać siły i uzupełnić płyny (temperatura o godzinie 13 sięga już 30 -stu kilku stopni). Z ciekawości pytamy dwóch kobiet schodzących już ze szczytu czy daleka droga przed nami i czy będzie ciężko?? Stwierdziły, że już nie tak daleko, ale na końcu jest mocne podejście, a na ich twarzach było widać miły, ale jednak ironiczny uśmiech świadczący tylko o jednym. Sprawdziły się nasze przypuszczenia i podejście na sam szczyt okazało się bardzo strome i ciężkie. Na samą myśl o tym podejściu czuję zmęczenie w nogach. Już wiemy skąd były te uśmieszki 🙂

Stożek Wielki i schronisko PTTK.

Stożek Wielki, czyli aż lub tylko 979 m wysokości. Znajduje się on dopiero na 20 miejscu na liście Korony Beskidu Śląskiego, więc jego zdobycie to nie jest jakiś duży wynik. Nie mniej jednak warto przejść drogę szlakami prowadzącymi do niego lub nieco dalej, bo jest co oglądać. Jeśli miałbym ocenić trasę w kilku słowach to jest ona: przyjemna, momentami są dłuższe podejścia, ale każdy początkujący da radę.

Myślę, że kolejny raz pokazałem Ci poprzez ten wpis i ten o Baraniej Górze, że Beskidy są cudownym miejscem na spędzenie wolnego czasu i zachęcam do tego nie tylko zagorzałych górołazów, ale także tych, którzy po górach lubią pochodzić, ale nie koniecznie extreme.

Beskidy nadają się do tego idealnie, a wierzę, że już po pierwszych wędrówkach pokochacie ten kawałek ziemi całym serduchem! 

  • Małgorzata

    Następnym razem zapraszamy na dłużej do Wisły! Jest bardzo fajna strona, które pozwala rezerwować najróżniejsze pokoje i domki z dużym wyprzedzeniem i w spoko cenach. Polecam 🙂 To ona – https://apartamentnaurlop.pl/

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.