Popularna Rysianka i Romanka, czyli majowy Beskid Żywiecki!

W Beskidzie Żywieckim można na prawdę pooddychać pełną piersią. Mam wrażenie, że ten rejon jest bardziej dziewiczy niż Beskid Śląski. To moja pierwsza myśl, która nasunęła mi się, gdy pomyślałem o tych dwóch pasmach górskich. Może dlatego, że nieco wyższy, mniej dostępny i ludzie z aglomeracji śląskiej mają tam dalej. Po za tym Żywiecki masyw górski jest drugim co do wysokości tuż po Tatrach. Jest wart uwagi!

Majowy weekend w obliczu pandemii był po raz pierwszy inny niż do tej pory. Myślę, że każdy z nas na długo go zapamięta. Mieliśmy to szczęście, że tuż „przed” nasz kraj poluzował ograniczenia i mogliśmy bez większego problemu i niepotrzebnego stresu wyjść do lasu. Na szlak. Do parku z rodziną. Tak, po prostu wyjść na świeże powietrze nie martwiąc się o to czy nie skończy się to pouczeniem, a w najgorszym wypadku mandatem.

Kto by pomyślał jeszcze kilka miesięcy temu, że zwykły spacer po lesie stanie się dla nas czymś upragnionym.

Domek w górach. Blisko drzewa, las, spokój i cisza. Dzika natura tuż za oknem. Kto by chciał odbyć kwarantannę w takich okolicznościach? Myślę, że chętnych byłoby całkiem sporo.

To było tak...

Zacznijmy od tego jak dotarliśmy na parking i dlaczego wybraliśmy ten szlak do zdobycia dwóch masywów górskich. Popularną Rysiankę i mniej znaną Romankę. Ktoś kojarzy? Ja od długiego czasu o pierwszym szczycie naczytałem się u moich blogowych koleżanek i kolegów, którzy w swoich relacjach wypisywali o niej w samych superlatywach. Hala Rysianka i słynne schronisko usytuowane tuż obok (więcej informacji w dalszej części), które słynie z przepysznych drożdżówek z borówkami! Niestety nie było nam dane, żeby zweryfikować czy to prawda. Szlaki zostały otwarte, ale schroniska pozostały nieczynne do odwołania. Ubolewałem w duchu.

No, dobra uznałem, że najwyższa pora sprawdzić szlak i miejscówkę. Bez względu na pogodę! Niech nawet leje – pomyślałem. A co tam. Teraz się zastanawiam czy to nie była samospełniająca się przepowiednia.

Żabnica, Skałka

To dość popularne miejsce w Żabnicy (Skałka), koło sklepu. I choć na pierwszy rzut oka tego nie widać to jest tam parking, gdzie można zostawić samochód. Do wyboru mamy kilka dróg. My wybraliśmy szlak zielony, który jest dobrze wyeksponowany i prowadzi nas, aż na samą Rysiankę. Później musimy cofnąć się zamieniając szlak zielony na żółty i przechodzimy przez Halę Pawlusią i Przełęcz o tej samej nazwie, aż po samą Romankę. Stamtąd schodzimy w dół szlakiem niebieskim.

Tutaj znajdziesz opis naszej trasy.

Można uznać, że zrobiliśmy przysłowiową pętelkę.

Trasę można zrobić w odwrotnej kolejności, ale nasz wariant jest lepszy, bo bardziej widokowy. Czyli możemy z parkingu pójść szlakiem czarnym w kierunku stacji turystycznej Słowianka, gdzie naszym kolejnym przystankiem będzie Romanka. Kto co lubi.

Wracając jeszcze do innych możliwości. Co jeszcze można zdobyć zostawiając samochód przy sklepie?

Hala Boracza – polecam szlak dla rodzin z dziećmi (byliśmy tam z Majką z wózkiem i tulą, gdy jeszcze nie miała roku). Taki ani niedługi, ani nie krótki. Do zrobienia w przeciągu 1 h. Można spokojnie wziąć ze sobą wózek, bo do samej hali prowadzi droga asfaltowa. Dopiero na samym końcu będziemy musieli trochę powalczyć na drodze szosowej.

c.d.

Na skrzyżowaniu w lewo. 

Początkowy etap

Pierwszy etap szlaku biegnie drogą asfaltową. Trzeba się przygotować na około 40 minut (2 km) twardego trekkingu i obserwować bardzo uważnie oznaczenia na trasie. Uczulam, nie bez powodu. Nie jest to zbyt dobrze zrobione i czasem można pominąć drzewo z zielonym oznakowaniem. Szczególnie, gdy idziemy szlakiem po raz pierwszy. Starzy wyjadacze niech zapomną, że o tym pisałem 😉

Majówka przebiegała pod znakiem zapytania?

Z tego co pamiętam cofając się wstecz pamięcią ostatnie majówki były podobne. Jak nie padał śnieg to lał deszcz. I tak w kółko. I tym razem nie mogło być inaczej. Ciężko było wstrzelić się w pogodę, więc bez marudzenia zaakceptowaliśmy deszcz, który przegonił nas po szlaku. Po godzinie marszu musieliśmy przetestować swoje kurtki przeciwdeszczowe (Marcin – nie jest zadowolony z nowo zakupionej kurtki, ja nie miałem co testować, bo miałem starą kurtkę sprzed kilku dobrych lat, z niskiej półki), które jak się okazało pozostawiają wiele do życzenia.

Moja peleryna dała radę, ale po dłuższym noszeniu jej podczas marszu w środku robi się bardzo duszno.

Hala Pawlusia dała nam nadzieję na lepszą pogodę, bo docierając tam po raz pierwszy odkąd padał deszcz zobaczyliśmy jakieś tam widoki.

Miejscami na drodze zdarzały się większe płaty śniegu, ale nie stanowiło to żadnego utrudnienia. Czuć było, że dzień wcześniej deszcz też padał, bo na trasie ciężko było znaleźć jakiekolwiek suchy plac. Było za to sporo błota i momentami musieliśmy omijać dość duże kałuże.

WIĘCEJ INFO O TRASIE:

1322 m – Rysianka
1366 m – Romanka

DWA SZCZYTY

6 godzin (dolicz przerwy)

CZAS

17,3 km 

DŁUGOŚĆ

Jest i ona. Hala Rysianka. To był główny cel naszej wędrówki.

Przystanek Rysianka!

Nasz pierwszy obóz, który rozbiliśmy (czyt. przerwa na śniadanie). Słynna Hala Rysianka przywitała nas niezbyt sprzyjającą aurą. Rozpogadza się. Deszcz nie pada, góry powoli wyłaniają się zza chmur i mgły. Nie przewidzieliśmy tylko jednego, że temperatura w tym dniu będzie w granicach kilku stopni. Po drodze mijaliśmy turystów, którzy mieli na głowach zimowe czapki.

Ale im zazdrościłem!

Czapka zimowa? W maju?

Dobrze, być przygotowanym na każdą ewentualność.

Teraz nie było już tak źle. Rozłożyliśmy się na ławkach przy zamkniętym schronisku i suszyliśmy przemoczone kurtki. W między czasie zagryzając kanapki i popijając ciepłą herbatką. Pierwsi ludzie zaczęli się schodzić po dłuższej chwili. Wokół schroniska kręcił się właściciel wraz ze swoim przemiłym pupilem, który nie odstępował go nawet na krok. Przywitał się z turystami zasiadającymi tamtejsze ławki. I pędził dalej!

Spokojnie po Beskidzie!

Podsumowując pierwszy odcinek to jest on spokojny i przyjemnie się nim idzie. Co prawda nie jest on najkrótszy, ale bez przygotowania fizycznego damy radę wejść, zejść i nie odczujemy tego zbyt mocno.

Rysianka, czyli 1322 metry jest w większości z każdej strony mocno zalesiona. Ale na szczęście jest tam duża hala, która oferuje piękne widoki. Góra sąsiaduje z równie ciekawym szczytem Lipowskim Wierchem (1324 m n.p.m.) co sprawia, że w połączeniu (z oddali) tworzą duży masyw.

Jeśli już tam jesteś i masz więcej czasu warto pokusić się o Lipowski Wierch, który od Rysianki oddalony jest o niecałe 1000 m, czyli jakieś 15 minut trekkingu. My głównie z powodu warunków pogodowych odpuściliśmy, bo pogoda w tym czasie była jeszcze niepewna.

Pierwsze moje wrażenia z tego miejsca są bardzo pozytywne. Duża hala, klimatyczne i dobrze przystosowane schronisko tuż obok oraz przepiękna panorama. Dla osób, które chcą zatrzymać się tam na dłużej przygotowane jest pole namiotowe i miejsce na ognisko!

To już całkowicie pobudziło moją wyobraźnię. Czułem, że można tam spędzić ciekawą „survivalową przygodę” 🙂

Marcin i jego zimowe rękawiczki 😉 

Słów parę o schronisku PTTK „Rysianka”

Zawsze cieszę się na myśl podczas wybierania trasy, gdy gdzieś po drodze znajduje się schronisko. Dlaczego je lubię? Powodów jest cała masa. Na pewno, dlatego, że dysponują świeżą, swojską kuchnią, a posiłek po dużym wysiłku smakuje dwa razy bardziej niż w domu. Że osoby, które tam pracują i prowadzą je nie są tam za karę, lecz robią to z miłości do gór i ludzi. Że w środku można spotkać nie zawsze, ale najczęściej ciekawych ludzi! Że takie miejsca mają zawsze wspaniałą historię za sobą.

Więc teraz trochę o historii. Kto ją lubi niech czyta. A kto nie, to niech śmiga dalej.

Samo położenie schroniska znajduje się na poziomie 1290 metrów n.p.m. W jego skład wchodzą dwa budynki (Główny i Betlejemka). Jako pierwszy łopatę na tej ziemi wbił Gustaw Pustelnik. Który postanowił w 1936 roku, że to właśnie tam wybuduje dom. Miał od służyć jako normalny dom mieszkalny. Jednak jego budowę wstrzymano, bo prace były prowadzone bez jakichkolwiek zezwoleń i zgody innych współwłaścicieli hali.

To tak pokrótce.

Jak się domyślacie wszystko szczęśliwie się skończyło, bo budynek stoi do tej pory, ale po drodze był okupowany jeszcze przez Niemieckich żołnierzy w okresie wojny, zdewastowany na sam koniec, a w ostateczności wyremontowany. I po dziś dzień dzielnie służy strudzonym turystom!

Hala Pawlusia, podejście w kierunku kolejnego szczytu – Romanki. 

Któż nie uwielbia takiego klimatu na zdjęciach i w rzeczywistości? Mgła unosząca się nad dostojnymi drzewami świerkowymi… I te czubki choinek! To wszystko pięknie zagrało w momencie, gdy naszym oczom ukazała się Hala Pawlusia. Niegdyś wypasano tu owce, ale tradycja ta zaniknęła z powodu braku opłacalności. I tak miejsce to zarasta z roku na rok. Hala położona jest pomiędzy dwoma grzbietami: Rysianka i Romanka.

Kolejna hala i bezpośrednia panorama na Beskid Śląski. Stamtąd przy dobrej przejrzystości zobaczyć można Baranią Górę i Skrzyczne. Nie mam żadnego zdjęcia, bo ani jedno nie wyszło. Dałem ciała. No, to są uroki fotografa, który dopiero się uczy. Musicie wierzyć mi na słowo.

Szlakiem dalej!

Za naszymi plecami zostawiamy obie hale. Zaczynamy kolejne podejście pod górkę. Licząc od Hali Pawlusiej, aż po kolejny szczyt jaki sobie obraliśmy, czyli Romankę. Nie powinno nam to zająć dłużej niż 1 godzinę. Do pokonania mamy 2,3 km i 204 metry przewyższenia. Potem już tylko z górki.

Po za tym trzeba wspomnieć o tym, że za nami kawał solidnej trasy. Zrobiona w trymiga! Żeby było jasne – do Przełęczy Pawlusiej (1188 m n.p.m.), przy oznakowaniu szlaków na ten moment nasze nogi pokonały 8,5 km i 775 m przewyższenia.

Ogólnie rzecz biorąc. Trasa rozbija się zazwyczaj o te przysłowiowe „zasuwanie pod górkę”, gdzie musimy używać mięśni, które na co dzień nie są nam potrzebne. Na tych odcinkach łącznie mamy prawie 1000 metrów podejść, ale rozchodzi się to na ponad 10 kilometrach szlaku. To mało czy dużo? Ani mało, ani dużo. Przewyższenia są rozciągnięte na długim odcinku, więc można uznać, że trasa jest spokojna. Dla każdego.

Do zrobienia. Bez kategoryzowania.

To był mój pierwszy taki wiosenny wypad na dłuższy hike i nie wyplułem płuc. Na drugi dzień obyło się bez zakwasów, więc było całkiem nieźle. To co osobiście męczy mnie najbardziej to wstawanie o bardzo wcześniej porze. Krótko mówiąc brak snu. To odczuwam zawsze, gdy wsiadam do samochodu tuż po.

Zastanawiasz się jak może wyglądać szlak po 3-dniowych opadach deszczu? 

Niewidokowa Romanka

Za nim dotarłem na jej szczyt nie wiedziałem o niej zbyt wiele. Praktyczne pomysł, by tam wejść wpadł nam do głowy spontanicznie. Skusił nas na pewno fakt, że Romanka wysokością przewyższa o kilkadziesiąt metrów nasz pierwszy cel. Po drugie jest on najwyższy z całej grupy Lipowskiego Wierchu. Mało tego. Po trzecie szczyt ten plasuje się na trzecim miejscu w Beskidzie Żywieckim. Tuż po Babiej Górze (nie wliczając do rankingu szczytów całego Pasma Babiogórskiego i pasma Policy) i Pilsku.

Do jeszcze jednej rzeczy muszę się przyznać. Nie przygotowałem się. To co nas zaskoczyło to brak widoków. Nie doczytałem w relacjach, że Romanka jest prawie całkowicie porośnięta lasem. Ów szczyt. Też. Wchodzimy na górę, rozglądamy się i nic.

Oprócz tabliczki z wysokością, nazwą, obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i innych oznaczeń wokół było pełno drzew. Totalne zalesienie. Po powrocie do domu dopytałem znajomą blogerkę górską (nastopach),  o to czy można znaleźć jakieś miejsce, gdzie można cokolwiek zobaczyć. Okazało się, że jest jedno zejście ze szlaku, góra dwa, gdzie widoczna jest panorama na Pilsko i Tatry!

Na przyszłość będę o tym pamiętał, by odbić ze szlaku i poszukać tych widoków z tego miejsca 🙂

Z widokiem na Romankę. Tuż po zejściu.

Zmierzając w kierunku Słowianki 🙂 

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.