fbpx

Rusinowa Polana. Czy nasz 2,5 latek dał radę tam wejść?

Autor: TOBIASZ
Najtrudniejszy problem przed rodzicami, którzy decydują się na spędzenie wolnego czasu w Tatrach z małym dzieckiem jest wybór szlaku. Nie chcesz jechać w Tatry i ograniczać się wyłącznie do monotonnych spacerów Krupówkami. Chcesz pokazać swojemu maleństwu czym dla Ciebie są wypady w góry? To przede wszystkim bycie na szlaku. I obcowanie z naturą, górami i spektakularnymi widokami!
Rusinowa Polana z dzieckiem to doskonała alternatywa i najprostszy szlak dla początkujących rodziców. To nasza propozycja dla debiutantów. Ten kto chodzi po górach z dziećmi wie, że jest to już spore wyzwanie logistyczne. Ale dla zmotywowanych nie takie góry idzie zdobywać. Ale wróćmy jednak do Rusinowej, która moim zdaniem jest najprostsza, a widoki dużo lepsze niż np. w Dolinie Chochołowskiej lub Kościeliskiej. Nie umniejszając wspomnianym dolinom – obie kochamy. Stamtąd jednak nie mamy ekspozycji na Tatry Wysokie.

Rusinowa Polana z dzieckiem

Często pytacie nas, czy to na różnych grupach tematycznych, forach o trasy i zawsze pada powtarzające się pytanie: czy dziecko ….. (tu wpisz wybrany wiek) da radę? Nie da się odpowiedzieć jednoznacznie, bo to temat indywidualny. Jeśli powiem, że trasa na Rusinową Polanę to taki dłuższy spacer, ale idąc tam z niemowlakiem poniżej 1-roku życia może wydarzyć się na prawdę wszystko. Znając swoje dziecko wiesz na co możesz sobie pozwolić, co może czekać Cię na trasie, jakie są predyspozycje Twojego maluszka. Bo nawet z pozoru najprostszy szlak może okazać się nie do przejścia.

W górach warunki pogodowe zmieniają się w jednej chwili, więc to też coś co może zweryfikować nawet z pozoru najlepszy plan.

Warto mieć to z tyłu głowy!

Tu bez wątpienia mamy do czynienia z trasą najbardziej przystępną. Szlak jest prosty, przyjemny i nie posiada żadnych trudności. Jest to jedna z tych polan, gdzie występuje minimalne wzniesienie. I to w początkowej fazie, a później idziemy praktycznie po równym terenie. Dla pociech, które jeszcze nie chodzą pomocne będą chusta, tula, nosidełko na plecy czy też wózek. Zdziwiony?

Podsumowując: dacie radę! 

Lokalizacja – skąd wyruszamy?

My tradycyjnie zostawiamy samochód na parkingu przy Wierch Poroniec. To 1101 m n.p.m., a punkt końcowy, czyli Rusinowa Polana znajduje się na poziomie 1210 m n.p.m. Nie spieszyliśmy się wyjątkowo, aby uniknąć upałów, które latem mogą być największą zmorą dla dziecka, ale także dla dorosłych.

Pierwszy odcinek, czyli ten po którym trzeba się troszkę wdrapać pod górkę prowadzi lasem. Jest chłodniej, a na ekspozycję przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać. Ale zapewniam tych, którzy tam jeszcze nie byli, że warto! Tu warto wspomnieć, że to najlepszy i najprostszy szlak, ale nie jedyny. Ciut, trudniejszy, bo z nieco większym podejściem do góry to szlak niebieski prowadzący z parkingu przy Dolinie Filipka (963 m n.p.m.). Stamtąd mamy krótszą drogę, ale trudniejszą, więc w ogólnym rozrachunku pójdziemy dłużej.

Widzisz to zielone, małe urządzenie wpięte na prawym ramieniu Ani?

Znamy kilka przypadków ludzi, którzy borykają się z poważną chorobą. Jak się już może domyślasz jest to borelioza. Jedną z takich osób jest ktoś z naszej rodziny. Wiemy co ta niepozorna choroba przenoszona przez kleszcze potrafi wyrządzić w ciele człowieka. Potrafi spustoszyć organizm, a nawet zabić! Temat ciężki i na pewno nie na ten moment. Od 2 lat nosimy ze sobą tickless przeciw kleszczom.

O tym czy warto, o jego działaniu i skuteczności możesz poczytać bezpośrednio na stronie producenta.

Nie nam oceniać jego skuteczność, ale my boimy się kleszczy i staramy się chronić przed ich atakiem. A, że często chodzimy po lasach to tickless jest jednym z tych środków, które używamy przy każdym wyjściu do lasu, w wysokie trawy, do parku. W ostatnim czasie obserwuje się coraz więcej zakażeń, co pozwala myśleć, że kleszczy w Polsce z roku na rok jest coraz więcej!

To taka nasza polecajka!

I to ten pamiętny widok, kiedy Maja grzecznie siedzi w tuli. 

W trójkę na szlaku!

Jak już wspomniałem, nie sposób zliczyć ile razy byliśmy już na Rusinowej Polanie. Mamy do tego miejsca wyjątkowy sentyment. To tu raczkowaliśmy i stawialiśmy pierwsze kroki po Tatrzańskich szlakach. Na polanie po raz pierwszy byliśmy we wrześniu w 2015! To w sercu Podhala spędziliśmy naszą podróż poślubną.

Prawdopodobnie od tego wszystko się zaczęło…

I trwa po dziś dzień! Z coraz większym rozmachem. Ale Rusinowa Polana z dzieckiem to było coś na co czekaliśmy cierpliwie, bo to jedna z najbardziej przyjaznych miejsc dla rodzin z dziećmi tuż obok Doliny Strążyskiej. Gdzie też można wejść, bo długość obu szlaków jest zbliżona do siebie.

Tym razem na Rusinową Polanę poszliśmy w powiększonym składzie. Maja to nasz 2,5 latek, który nie lubi chodzić w tuli. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej, jak już przychodzi zmęczenie to ciężko ją zmusić do tego, żeby odpoczęła na plecach mamy lub taty. Cieszymy się, że nasza córeczka 3/4 trasy w kierunku polany przeszła na nóżkach. Bez marudzenia. Pierwszy etap, to krótkie podejście pod górkę spędziła na plecach, a później dzielnie maszerowała ze swoim ciut za dużym plecakiem. Tym samym ściągała całą uwagę mijających nas turystów!

Z powrotem udało się ulokować ją nieco dłużej w tuli. Co było dla nas niemałym sukcesem. To sprawiło, że na parking dotarliśmy szybciej niż było to w planach, czyli po niecałej godzinie meldujemy się w aucie.

To miejsce to bajkowa polana, która przy niewielkim wysiłku jest w stanie zaoferować panoramę z górnej półki. Ma w sobie taką moc przyciągania. Ktoś kto był tu chociaż raz to wraca tu regularnie. I tak wracają, i wracają. Co sprawia, że jest tu zawsze dużo ludzi. Przynajmniej w sezonie oba parkingi z których możemy dostać się na polanę są prawie zawsze zapełnione!

To zdjęcie jest bezkonkurencyjne. To najlepszy obraz, który ujęła Ania. Najpiękniejsze co może być to zarażanie pasją już od najmłodszych lat. Nie na siłę. Maja lubi podróżować z nami po górach i rzadko kiedy marudzi. Zawsze z dużym zainteresowaniem wkracza na szlak, bo wie, że tam czekają na nią różne ciekawostki. A nie od dziś wiadomo, że najlepsze zabawki dla dzieci oprócz srajfonów, tabletów i komputera to kamyki, patyki i różne roślinności, które dała nam natura spotkane na drodze.

Ta fotografia pokazuję postawę naszego dziecka, która w taki sposób pokonała większość trasy na polanę.

To zdjęcie zawisło w naszym mieszkaniu, na ścianie z rodzinnymi pamiątkami. 

Rusinowa Polana i bajeczne widoki

Mimo, że ta polana jest znana nam wręcz na pamięć to za każdym razem ujmuje nas jej wyjątkowość. Zachwycamy się ilekroć jesteśmy w tym miejscu. Ja, chłonę tu to co ta polana ma najpiękniejsze w sobie. To tu można w banalnie prosty sposób sięgnąć wzrokiem najwyższych kolosów w całych Tatrach Wysokich.

Dla dorosłego będzie to dłuższy spacer, ale wyprawa z dzieckiem rządzi się swoimi prawami.

Kto ma dziecko, ten wie. 

Nie mniej jednak przy odrobinie dobrych chęci ten szlak i Rusinowa Polana jest dla każdego. Na prawdę ciężko się tu zmęczyć. Trekking jest lekki i przyjemny. O ile pogoda nie jest uporczywa. Cała trasa to tylko lub aż 3 kilometry. Można ją pokonać w 40 minut idąc bez dzieci, szybkim marszem, ale nasze pociechy nie pójdą tak szybko. Możesz do tego czasu doliczyć dodatkowe 30 minut lub więcej. Co w zaokrągleniu i z pewnym zapasem daje nam 1,5 h!

Jednak nie czas jest tu najważniejszy, lecz dobra zabawa. Ja, obserwując Maję czułem, że dla niej jest ważne to co jest tu i teraz. Gdy patrzę na dzieci to zazdroszczę im tego, że ich szczęście, uśmiech, każdy gest i zabawa są prawdziwe i szczere. My, czyli dorośli często jesteśmy nieobecni. Gdzieś błądzimy myślami zamiast odstawić problemy na boku i poczuć się jak ten maluch, który tak beztrosko chłonie każdą chwilę. Jak myślisz, da się? 

Pamiętaj, że to nie cel, lecz droga i przygoda motywują nasze dzieci do takich wędrówek.

Co ciekawego dla maluszków?

Jesteśmy już o krok od naszego celu. Maja coraz szybciej przebiera nóżkami zmotywowana tym, że za chwilę zobaczy wysokie, ogromne, szpiczaste, wielkiiiie góryyyyy! A i takim motorem napędowym dla naszych dzieci może być atrakcja w postaci wypasu owiec. Rusinówka bo tak kiedyś określano też to miejsce niegdyś słynęło z dość licznej osady pasterskiej. Dziś stoi tam już tylko 6 szałasów, ale kiedyś liczba ta oscylowała w granicach 20 obiektów.

Legendy głoszą, a raczej zachowane informacje z tamtejszego okresu, że liczba owiec, które wypasały się na polanie dochodziła do 400 sztuk! Swego czasu wprowadzono zakaz wypasu, który na szczęście w 1981 roku został cofnięty i można tam przy odrobinie szczęścia popatrzeć na owieczki.

A skoro takie dziwy i cuda na polanie to przecież nie sposób nie spróbować lokalnego przysnacka.

Czy ktoś jest w stanie odmówić sobie podsmażanego, cieplutkiego łoscypka z żurawinką? 

Dla starszaków jeszcze Gęsia…?

Co w zanadrzu?

Już dosłownie 5 minut przed dojściem na Rusinową Polanę ukazują się urokliwe widoki na Tatry i podejście na Gęsią Szyję. To może być dodatkowa alternatywa na rozszerzenie wędrówki o kolejny punkt. Polecane dla starszaków, bo jest tu do pokonania jeszcze 283 m dodatkowego przewyższenia. Jest to bardzo solidna wyrypa w górę na 1300 metrach trasy. To już trasa dla zaprawionych i zahartowanych w boju kilku latków, którzy będą mieli jeszcze siły i chęci iść dalej.

A nóż, ktoś się skusi, by do swojej puli dorzucić szczyt o wysokości 1489 m n.p.m. Tam czekają na nas też widoki co najmniej jak z 2-tysięcznika.

Polecamy z czystym sumieniem.

Co to za szczyty?

Tu lista jest bardzo długa. Rusinowa Polana jest bardzo rozległa – 20 ha. Mamy do dyspozycji kilka dobrze przystosowanych do turystycznych odwiedzin drewnianych stolików i ławek. Proponuję zabrać ze sobą mały kocyk, karimatę lub duży ręcznik. Możesz zrobić sobie mały biwak. Miejsca starczy dla wszystkich. Punkt widokowy sprawi, że nie będziesz w stanie oderwać oczu od gór, które w przystępny sposób są wręcz na wyciągnięcie ręki. Każdy nawet najbardziej początkujący ceper może to mieć wszystko dla siebie.

My spędzamy tu dobre 90 minut robiąc zasłużony odpoczynek na obiecaną marchewkę czyt. batonik i żelki. W między czasie robimy też krótką sesję zdjęciową na tyle krótką, że kończy się ona po kilku na szczęście udanych zdjęciach w naszej flagowej i pierwszej koszulce, która pojawiła się w naszym sklepie. Od niej i grafiki, która znalazła się na nich i kubkach wszystko się zaczęło. Ah, to to już rok i kręci się!

Majkę zabrałem na krótką lekcję błyskawicznej topografii górskiej z czego na pewno nie wiele zapamiętała. Ale przynajmniej zrobiliśmy dobre wrażenie 🙂

Przechodząc jednak do szczegółów to stając na wprost panoramy będąc już na polanie od lewej strony zaczynają się Tatry Bielskie, gdzie z takich bardziej znanych i odznaczających się wierzchołków jest Hawrań. Później lecąc dalej w prawą stronę jest Jagnięcy, Kołowy Szczyt, Łomnica, Baranie Rogi, Lodowy Szczyt. Następnie dalej mamy przed sobą przepiękny widok na najpopularniejsze i już znane prawie większości górołazom: Gerlach, Kończysta, Młynarz, Ganek, Wysoka, Rysy. A tuż obok najwyższego wierzchołka w Tatrach po polskiej stronie umiejscowiona jest grupa trzech potężnych szczytów: Mięguszowieckie Szczyty.

kubek emaliowany Stay Wild z turystą wędrowniczkiem

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.