fbpx

Perfekcyjny wschód słońca na Babiej Górze!

Autor: TOBIASZ
Babia Góra wschód słońca to był cel już mocno zakorzeniony w mojej głowie. Od pewnego czasu przymierzałem się do tego, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Szkopuł tkwi w szczegółach. Jak się okazuje latem nie jest to takie proste jak chociażby zimą. Wymaga to od nas dużo samozaparcia i zarwania nocy. Ostatnim razem dotarłem na Diablak jakąś godzinę po wschodzie i idąc do góry mijałem tłumy turystów, którzy byli wytrwalsi w swoim postanowieniu niż ja. Oni schodzili, a ja mimo, że spełniony czułem lekki niedosyt.
Jeszcze tu wrócę – pomyślałem.
Prawie dwa lata później realizuję swoje marzenie i powiem szczerze, że warto było czekać. To co wydarzyło się na samym wierzchołku najwyższego szczytu w Beskidach przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Podsumowując to jednym słowem to był to sztos!

STARTUJEMY

Za nim przejdziemy do meritum zacznijmy od samego początku.

Prawie do samego końca byliśmy przekonani, że nasza ekipa będzie liczyła trzy osoby: JA, Ania i Mateusz. Jak się okazało tuż przed wyjazdem dołączyła do nas totalnie na spontanie Kasia (highmom)! 😉 Można powiedzieć, że Babia jeszcze nigdy nie widziała nas w takim składzie.

W planach mieliśmy wyjazd o północy. Bez żadnego spóźnienia wyruszamy samochodem z Pawłowic w kierunku Bielska-Białej – Żywca i Zawoi. Nie wiem jak pozostała część ekipy, ale ja jadę bez jakiekolwiek snu. I jestem kierowcą. Z pracy wróciłem 3-4 godziny wcześniej, więc nawet nie miałem czasu. Tu adrenalina robi swoje. Po spożyciu mini energetyka, w połączeniu z panującą atmosferą w aucie nie ma mowy o znużeniu lub przymknięciu oka nawet na sekundę. Mateusz, najstarszy kompan podróży momentami rozbawiał nas do łez. Mimo, że był to dosłownie środek nocy w aucie panował żywa i energiczna aura.

Przed dzień w radiu i tv głosili rekordowe temperatury na sobotę. Mam deja vu, bo w 2019 też był ostry chyc (w wolnym tłumaczeniu po śląsku to upał!). Wtedy też atakowałem wschód, ale jadąc samemu odpuściłem, bo bałem się prawie 2 godzinnej podróży samochodem w nocy. Miałem ubytki snu po całym tygodniu pracy i nie czułem się zbyt pewnie. W takich momentach warto odpuścić. Nic na siłę lub za wszelką cenę!

Wyjechałem nieco później i wschód witałem na Sokolicy. Co też nie było najgorszym rozwiązaniem!

Zresztą pełną relację z tego wyjazdu wraz z szczegółowym opisem całej trasy z Przełęczy Krowiarek na szczyt znajdziesz pod tym linkiem. Jeśli szukasz opisu poszczególnych etapów tego szlaku to tam go znajdziesz. Tu skupimy się na tym co wydarzyło się bezpośrednio po tym jak słońce przywitało kilkaset osób będących w tym czasie na górze.

Mamy więc 19 czerwca, czyli praktycznie za 2 dni zacznie się kalendarzowe lato. Tym samym będziemy mieli najdłuższy dzień w roku. To oznacza, że słońce w tym dniu wstanie bardzo szybko. Dojechaliśmy na parking stosunkowo szybko, bo po 1,5 godziny meldujemy się już na poziomie 1012 m n.p.m., gdzie wokół aut ludzie mijają nas niczym świetliki podczas procesji adwentowej. Szok! Gdzie zaparkować? Godzina 2:00, a górny parking zlokalizowany tuż przy wejściu na szlak ma już praktycznie całe obłożenie.

Jakimś cudem znajdujemy miejsce prosząc Pana o lekkie przeparkowanie jego samochodu, który zajmował praktycznie dwa miejsca. Zbieramy się w ekspresowym tempie, bo czeka nas niedługa, ale dość intensywna trasa. Jej początek, aż do Sokolicy jest najbardziej wymagający. Kto był, ten wie. Tu tętno wchodzi na najwyższe obroty, a spalanie kalorii ma całkiem inny wymiar.

Później jest już tylko lepiej.

Z lewej Kasia, z prawej Ania. 

Na szczycie mimo, że jest sporo miejsca ciężko znaleźć jakiś kawałek wolnego podłoża, skały. I to godzinę przed samym wschodem, bo na wierzchołek docieramy nieco po 3:30! To bardzo dobry czas. Nie musimy się z niczym spieszyć i mam blisko godzinę, aż słońce wyjdzie zza horyzontu. Rozbijamy swój mały obóz, układając się w kierunku wschodnim i czekamy cierpliwie podziwiając widoki.

Nie mogliśmy uwierzyć, że zebrało się w tym dniu tyle osób! Mateusz półżartem, półserio stwierdził, że na Babiej Górze jest w tym czasie porównywalnie tyle samo ludzi co na koncercie Metallica 😉 W między czasie wypijamy jedną kawę na cztery osoby, bo tylko Mateusz wpadł na pomysł, żeby zabrać ciepły kubek kawy. Z reguły nawet latem zabieram ze sobą termos ciepłej herbaty, co może wydawać się nieco dziwne, ale idąc o zmierzchu i będąc już na pewnej wysokości można się nieco zdziwić. Bo bywa tak, że temperatura nie jest zbyt wysoka, a 12-15 stopni w połączeniu z lekkim wiaterkiem może wychłodzić organizm.

To nie żart. Lecz przestroga. My na szczęście mamy kurtki oraz bluzy, a z pomocą przychodzi nam również ultra ciepły śpiwór Kasi z firmy Małachowski, którym okrywamy się w czwórkę! Jak twierdzi Kasia śpiwór został wypełniony puchem z super szybkiej gęsi wyścigowej. A tak już na poważnie to jest to nasza lokalna firma z okolic Skoczowa, która szyje takie śpiwory, kurtki specjalistyczne od 1977 roku. Po ich sprzęt sięgają najlepsi himalaiści na całym świecie. Taki skarb mamy na wyciągnięcie ręki, u podnóża Beskidów.

PRZEŁĘCZ KROWIARKI

POCZĄTEK

717 m

PRZEWYŻSZENIE

4:34

WSCHÓD SŁOŃCA

1725 m n.p.m.

WYSOKOŚĆ

Jest i ono. Słońce, które budzi świat do życia. Fenomenalne doświadczenie. 

Babia Góra wschód słońca, czyli wymarzony poranek!

Pamiętaj, że mimo warunków pogodowych oraz świetlnych Diablak jest kozacki. Zawsze i wszędzie. Nie bez przyczyny co roku biją tu miliony zafascynowanych tą górą turystów. Ona kryje w sobie wiele tajemnic i potrafi być kapryśna. Stąd też jej nazwa Babia, czyli baba, a resztę to już sobie sami dopowiedzcie, bo ja się nie chce narażać 🙂

Ja osobiście uważam, że ciężko konkurować z tym masywem górskim, jeśli weźmiemy pod uwagę cały Beskid Żywiecki. Tu jedynie, jeśli chodzi o ekspozycję na Tatry powalczyć może jedynie Pilsko. A tak to na horyzoncie nie widzę, żadnego, godnego konkurenta. Babia wymiata!

Babia Góra o każdej porze roku. O świcie, w połączeniu z dniem wolnym od pracy, weekendem przyciąga masę ludzi. No cóż tak już ma. 

Co z tym zrobisz?

Nie marudź i weź to na klatę. Taka jest kolej rzeczy.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że to jedno z najlepszych zdjęć podkreślające specyfikę Babiej. Tam zawsze na górze jest duża grupa ludzi. Ciężko zrobić sobie samemu selfie na tle Babiej, żeby nie ująć kogoś w kadrze stojącego tuż obok, za lub w pobliżu. Po za tym jej szczyt jest bardzo rozległy i ma dużą przestrzeń.

Podoba mi się minimalistyczny charakter tego zdjęcia. Ono pokazuje zachowanie oraz sylwetkę turystów, którzy przyjechali tu czasem po kilkaset kilometrów tylko dla tej jednej chwili. To charakterystyczne dla turystyki górskiej, która hartuje, motywuje, przyciąga jak magnes i sprawia, że ludzie wychodzą ze swojej ciepłej, zagrzanej strefy komfortu i przekraczają stereotypy i utarte przez lata granice. To uzależnia i jest jak efekt domino, gdzie doświadczając czegoś raz, chcemy więcej i więcej. 

Są też TATRY!

To co mnie trochę zdziwiło to to, że ludzie 30-40 minut po wschodzie zaczęli się rozchodzić i większość z nich albo wracała tą samą trasą, albo schodzili zupełnie innym szlakiem. Miałem wrażenie, że pierwsze skrzypce zagrało tu słońce, a cała reszta wokół nie miała znaczenia. Halo, a Tatry?

Czy ktoś nie zapomniał o czymś równie ważnym?

My zmieniliśmy szybciutko lokalizację kierując uwagę na rozległą panoramę Tatr. Tam zrobiliśmy sobie krótką sesję zdjęciową. Na zdjęciach, które tu widzisz widok jest przepiękny i przejrzystość też niczego sobie. Ale na żywo, nie było już tak kolorowo. Wydawać by się mogło, że brak zachmurzenia, ani jednej chmurki na niebie, a widoczność – średnia. To wszystko za sprawą wysokiej temperatury, która sprawiła, że pojawiło się tego typu zamglenie.

Za sprawą kilku suwaków w Lightroom-ie udało się podciągnąć ten obraz!

To był wyjątkowo długi sezon zimowy co można zaobserwować patrząc na panoramę Tatr w drugiej połowie czerwca. Widocznie są spore ilości śniegu nawet w tych niższych partiach poniżej 2-tysięcy metrów. Idąc wyżej, w tym czasie trzeba było liczyć się z tym, że raki i czekan należy mieć jeszcze przy sobie.

Tak to wyglądało mniej więcej bez żadnej ingerencji. Surowe zdjęcie, bez obróbki. 

Mimo, że jest pięknie to przyszła pora na powrót. Powoli schodzimy w dół. W międzyczasie robimy sobie jeszcze jeden krótki postój w rejonie Gówniaka. Cóż, serce mówi zostań, a rozum i ciało woła “schodź w dół – jak najszybciej do łóżka”. To co tak na prawdę zmusza nas, żeby kierować się w kierunku parkingu to upierdliwe muszki. No, jest ich tu niezliczona ilość. Nosz kurna…. To jest to co pamiętam, gdy byłem tu ostatni raz. Też latem. Może jesienią i zimą jest tu bardziej przyjaźnie?

 

Doskonały zestaw dla kobiet w góry. Legginsy z motywem górskim, lekkie i bardzo wygodne. T-shirt termoaktywny, który wyśmienicie odprowadza wilgoć i wysycha w mgnieniu oka. Zobacz je w naszym sklepie

Szybki powrót

No i wymarzony powrót do domu! Po nieprzespanej nocy każdy z nas rozsiadając się w aucie marzył o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku. Szkoda, że teleportacja nie ma przełożenia w realnym świecie. To nie fikcja, ale prawdziwe życie, a my potrzebujemy snu. Dziewczyny po kilku kilometrach ucięły sobie zasłużoną drzemkę. Mateusz natomiast, który siedział z przodu, obok, jako pasażer działał niczym telefon, który padał i potrzebował kilku sekund, żeby nabrać siły na kolejne 15 sekund! 😉

Mimo szczerych chęci zmęczenie organizmu brało górę. Pewnie siedząc z boku spałbym jak suseł! Na szczęście wróciliśmy bezpiecznie po 1,5 h trasy. Jest 9:30, a my z uśmiechem na twarzy spuszczamy rolety w mieszkaniu. Zasłużyliśmy na jakieś trzy godziny snu. Można powiedzieć, że to dopiero początek dnia. Dla tych co dopiero wstali. A my spełnieni kładziemy się z czystym sumieniem, bo jeszcze prawie cała sobota przed nami.

Dziękuję za ten trip w towarzystwie wspaniałych ludzi!

Było na prawdę dobrze!

Mam nadzieję, że nasza polecajka pokaże Ci jak na Babiej Górze wschodzi słońce…. 🙂

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.