MAJÓWKA, jak z bicza strzelił.

Zderzenie z po-majówkową rzeczywistością


Czy każdy urlop musi kończyć się tak samo? Powrót do domu, a tym samym kolejne spotkanie z rzeczywistością, do najprzyjemniejszych nie należy. Zgodzisz się ze mną?

Nasz kraj – mimo, że polityka od wielu lat nie jest korzystna i zamiast żyć nam się lepiej, to jest coraz gorzej – ma kilkanaście urokliwych miejsc, do których lubimy powracać. Jednak niezależnie od tego, czy wyjeżdżasz na kilka dni poza własne miejsce zamieszkania, czy lecisz za granice naszej ojczyzny, powrót do domu jest okropnym zderzeniem z rzeczywistością.

Stajesz w drzwiach i –  chociaż mówi się, że „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” – to dostajesz z otwartej ręki prosto w twarz.

Yhym! To nie jest miłe uczucie. Nikt tego nie lubi. Ale dlaczego jest tak powszechne?

Jednym z wielu czynników na naszej checkliście – a moim zdaniem jednym z głównych – jest to, że nasza rzeczywistość nie jest taką, jaką chcielibyśmy mieć! Dostosowaliśmy życie do ogólnych standardów. Skoro wszyscy tak robią, to tak musi być. Idziemy za tłumem i powielamy schematy. I tak z pokolenia na pokolenie.

Ale czy tak rzeczywiście musi być? Czy to jest normalna kolej rzeczy?

Zadaj sobie fundamentalne pytanie – czy akceptujesz bycie zwykłym człowiekiem? Czy urodziłeś się po to, żeby prowadzić przeciętne, nudne i schematyczne życie?

Sport narodowy to…?


OK, dość tego. Troszkę po marudziłem, jest mi lepiej. Urodziłem się w Polsce, a bycie Polakiem w końcu zobowiązuje. No, może lekko przesadziłem? Nie jest tak źle! Ale czy nie jest tak, że my Polacy mamy we krwi stękanie i narzekanie? Skupiamy swoją uwagę w dużym stopniu na tym co złe i negatywne. Nie Ty, nie ja, ale znasz takie osoby, które moglibyśmy wrzucić do tego worka 😉 Przyjmijmy, że jest to nasz ulubiony sport narodowy, OK?

Jeśli wstęp lekko Cię zdenerwował i przypomniał o tym, czego nie lubisz, to nie martw się. Jest to naturalny odruch i sygnał mówiący o tym, że warto coś zmienić. Nie traktuj tego jako porażki. Uznaj to jako wyzwanie, bo przecież to my kreujemy własną rzeczywistość i mamy na nią największy wpływ.

Dlaczego by tego nie wykorzystać i dokonać radykalnych zmian?

Wiem, że jeszcze nie wiesz „jak”, ale to teraz nie jest najważniejsze!

Majówka w górach


Troszkę się zagalopowałem! Powracając do głównego wątku, razem z moją Anią postanowiliśmy wykorzystać możliwość połączenia urlopu z ustawowo wolnymi dniami od pracy i wyjechać do najczęściej uczęszczanego przez nas miasta w ciągu ostatnich lat. Każdy z nas ma takie miejsca, do których lubi powracać.

Jeśli przeczytałeś zakładkę „O nas” to wiesz, że w naszym przypadku jest to ZAKOPANE <3. Każdy dłuższy świąteczny weekend zazwyczaj wiąże się z taką podróżą. Z reguły jedziemy tam na minimum 3 dni. Krótsze wypady – jednodniowe – nie są dla nas. Tak też było w tym przypadku. Majówka w górach – koniec kropka. 

Wyjazd zaplanowany. Torby spakowane. Czwartek – pobudka o 5:20! Dla jednych mega wcześnie, dla niektórych to normalna pora. Po pierwsze, żeby być tam jak najwcześniej. Po drugie w ten sposób unikamy długich korków. Chociaż tak naprawdę już od 2 lat nie jeździmy przez najczęściej uczęszczaną Zakopiankę. Lubimy dużo spokojniejsze i luźniejsze Kościelisko. Trasa nieco bocznymi drogami, ale przecież to nie o komfort jazdy chodzi.  Liczy się czas dotarcia i zaoszczędzenie nerwów poprzez uniknięcie stania w korku.

Poszukiwanie nowej trasy pojawiło się w momencie, gdy po raz pierwszy mieliśmy przyjemność wlec się co kilka metrów przez ok. 2 godziny stojąc w kolumnie samochodów. Najgorsze, że korek jest zawsze w tym samym miejscu. Niby jesteś w Zakopanem, ale żeby wbić się do centrum, swoje musisz odczekać.

DOŚĆ TEGO!

Od zawsze lubiłem chodzić własnymi ścieżkami, a więc w tym przypadku też podjęliśmy się wyszukania naszej nowej, lepszej, a przede wszystkim szybszej trasy.

Szczerze polecam tym, którzy chcą powiedzieć stanowcze „NIE” Zakopiance!!!

Może moja trasa przypadnie Ci do gustu 😉

Czarny Dunajec -> Chochołów -> Witów -> Kościelisko -> WELCOME TO ZAKOPANE!


 Majówka w Zakopanem.

Jak planować weekend majowy?


Kościelisko jest dla nas sentymentalnym miejscem, dlatego przejeżdżamy przez nie możliwie jak najczęściej. Z reguły ciągnie nas do miejsc z którymi jesteśmy emocjonalnie związani. To takie miejsca, które budzą w nas pozytywne odczucia.

Wielu z nas swoje urlopy i dłuższe wyjazdy planuje pod kątem świąt. Majówka też jest takim okresem. Wokół niej robi się sporo szumu. Nie da się tego nie zauważyć. Oglądasz dziesiąty, pięćdziesiąty, a czasem setny raz grille, tacki, leżaki no i oczywiście kiełbasy w naszej cudownej, publicznej telewizji.

Już o przydrożnych telebimach i skrzynkach pocztowych zapchanych reklamami nie wspomnę… No ileż można? Otwierasz lodówkę, a tam GRILL : )

OK, OK, przyznam się. Ale bez bicia? Też uległem tej corocznej nagonce. Robiąc zakupy w Biedronce nie przeszedłem obok lodówki obojętnie. Wrzuciłem do koszyka dwie paczki KIEŁBASY ŚLĄSKIEJ. Nie śmiej się! Zrobiłem to świadomie, bijąc się w czoło. Znałem niezbyt optymistyczne prognozy na weekend majowy, ale wszyscy brali, to ja też wziąłem. A co mi tam! Przecież nie będę się wychylał z tłumu.

Kiełbasa była, ale nie na grillu tylko na gazie. Tak naprawdę, jakie to ma znaczenie? No może tylko takie, że smak nie był ten sam.

Czyli de facto majówkowy grill można śmiało odhaczyć z naszej checklisty.

Urlopowe schematy rządzą nami.


Zaobserwowałem, że narzuca nam się z góry wypracowane schematy. Dotyczą one także planowania urlopów. Masowo bierzemy je podczas: Świąt Bożego Narodzenia, Sylwestra, Wielkanocy, Bożego Ciała, Majówki i WAKACJI. Z tym narzucaniem może nie jest tak do końca, bo przecież mamy pełną świadomość tego co robimy. Nikt nam nie przykłada pistoletu do skroni mówiąc – bierz urlop tu i teraz. Nikogo nie chcę obrażać, bo sam do tej grupy należę, ale naszła mnie taka myśl, że ja chcę inaczej. Schematy są po to, by je łamać.

Jest kilka powodów, które wpłynęły na moją decyzję:

Chcesz gdzieś wyjechać w tym okresie, odpocząć, odciąć się od ludzi, problemów, stresu, nerwów, od zgiełku miasta i spalin samochodowych. No i załóżmy jedziesz do Zakopanego (lub gdziekolwiek, gdzie sobie zapragniesz – wybacz, że natarczywie ciągle nawiązuje do naszych cudownych TATR) w wyżej wymienionych okresach. I co zastajesz? To, od czego na co dzień chcesz uciec. I to nie chodzi o to, że nie lubię ludzi – kocham ich (chociaż podobno tego czasem nie widać – ha!). Ale dlaczego – do cholery jasnej – wszyscy biorą urlop w tym samym czasie co ja?! C’nie? 

I wyobraź sobie to jak wypoczywasz stojąc w korkach, bo przecież miasto w tym okresie jest mocno przeludnione. Albo stoisz w długich kolejkach na Gubałówkę, Kasprowy Wierch lub po prostu w restauracji, aby coś zjeść. Relaksujesz się czekając aż zwolni się jakieś miejsce, abyś mógł posadzić swoje cztery litery i w spokoju skonsumować wymarzony obiad! Nie mówiąc już o jeździe miejskimi busikami i szukaniu miejsc na parkingach. Jeśli chociaż raz byłeś weekend majowy w Zakopanem lub inne święta to znasz to i wiesz o czym mówię. 

Ludzie pracujący na etacie nie mają zbyt wielkiego wyboru (ubolewam nad tym). Lubimy łączyć urlop z jakimś świętem, aby móc nieco dłużej odpocząć. Też do tej grupy należę – jeszcze. Chcę to zmienić, ale to proces bardziej złożony. O czym pewnie się przekonasz śledząc tego bloga. Pokażę Ci moją drogę ku zmianie własnej rzeczywistości, na taką o jakiej marzę od kilku lat. 

Wolę kreować, aniżeli biernie czekać co nam los przyniesie. Też tak masz?

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.