fbpx

Jak zdobyć Giewont z Doliny Małej Łąki?

Autor: TOBIASZ
Są w Polskich Tatrach mniej lub bardziej znane szczyty i miejsca, gdzie jak tylko dopisze dobra pogoda idziemy bez chwili zastanowienia. Jednym z nich jest bez apelacyjnie Śpiący Rycerz. Nie kto inny jak Giewont! W najczystszej postaci. To pierwsze określenie przylgnęło do tej góry z powodu kształtu, który przypomina profil leżącego człowieka. Według legendy Śpiący Rycerz strzeże Zakopanego w razie niebezpieczeństwa stoi na straży. Myślisz, że to trafne określenie?

Giewont to góra bardzo popularna i znają ją wszyscy, nawet Ci, którzy jeszcze tam nie byli. Chociaż co roku w okresie wysokiego sezonu widzimy nagrania tłumów, które ustawiają się tam, aby zrobić sobie zdjęcie przy krzyżu. To miejsce ma za sobą bogatą historię.

Ale o tym wspomnę w dalszej części relacji.

Wytrzymasz?

Już z daleka patrząc na specyficzny zarys szczytu i krzyż można pokochać to miejsce bez bycia na górze.

Po raz pierwszy byłem tam z Anią tuż po naszym ślubie. Czyli nie tak dawno – prawie 6 lat! Jak ten czas leci. Czuję, jakby to było wczoraj. Szmat czasu. Wtedy poszliśmy najbardziej popularną trasą z Kuźnic, przez Halę Kondratową, a później w kierunku Przełęczy Kondrackiej i aż na samiutki Giewont.

Niewiele z tego dnia pamiętam. Nie mamy nigdzie zdjęć.

Jedynie co utkwiło mi w pamięci to to, że była piękna pogoda i po zejściu leżeliśmy poniżej Giewontu na trawie taplając się w słoneczku! Dwa dni później mieliśmy już sesję poślubną na Kasprowym. Gdzie przegonił nas halny! Musieliśmy zadecydować czy w sukni ślubnej i garniturze schodzimy w dół czy może zjeżdżamy kolejką w dół rezygnując z pleneru. Na zastanowienie mieliśmy tylko 30 minut.

Jesteś ciekawy jaką decyzję podjęliśmy? Tu znajdziesz finał tej historii! 

Halo, halo.

Widzę Cię, najpierw dokończ ten wpis.

Początek szlaku – idziemy w kierunku Doliny Małej Łąki.

Bardzo przyjemny i prosty. Polecam!

Dolina Małej Łąki

Dolina Małej Łąki, to bardzo dobra alternatywa na trekking z dzieckiem. Jedna z niedocenianych moim zdaniem dolin. Można dotrzeć tam w prosty sposób i już stamtąd cieszyć się widokiem na Giewont, Mały Giewont, Mnichowe Turnie, Wielką i Pośrednią Turnię, czyli są to rejony Czerwonych Wierchów (poczynając od Kopy Kondrackiej, aż po Małołączniak). Polana jest na tyle duża, że dla każdego miejsca wystarczy. Jeśli chodzi o jej powierzchnię to jest najmniejszą doliną walną w Tatrach i zajmuje tylko 5,7 km². Niegdyś było tam jezioro polodowcowe co obecnie trudno sobie wyobrazić.

Co ciekawe Dolina Małej Łąki kryje w sobie skarby w postaci najdłuższych i najgłębszych jaskiń w Polsce: Wielka Śnieżna, Śnieżna Studnia.

Kto lubi tego rodzaju atrakcje ten powinien być zadowolony.

Jak wejść na Giewont?

Istnieją różne warianty i szlaki, które prowadzą na Giewont.

  • od strony Hali Kondratowej, bezpośrednio na Przełęcz Kondracką,
  • z Doliny Małej Łąki – ten wariant opisujemy,
  • od strony Kopy Kondrackiej, gdzie możemy dojść z Hali Kondratowej, Kasprowego Wierchu lub idąc od zachodniej strony Czerwonych Wierchów,
  • z Doliny Strążyskiej – przez Grzybowiec.

My z chłopakami przetestowaliśmy szlak z Doliny Małej Łąki, który mi osobiście przypadł do gustu. I na pewno jeszcze tu wrócę.

Nie jest on lekki, ale jeśli chodzi o jego trudność, a tu zawsze patrzę pod kątem poziomu bezpieczeństwa i od strony technicznej to wydaje mi się, że jest to trasa dla początkujących.

Po przejściu całej Wielkiej Polany podchodzimy pod pierwsze większe przewyższenia. To na tym pierwszym odcinku będą dwa, a może trzy momenty, gdzie będziemy musieli delikatnie wspomóc się rękami. Ale tak po za tym dalsza część szlaku przebiega już bez większych zaskoczeń.

Szlak jest przygotowany bardzo dobrze. Do góry wchodzimy spokojnie, a przed nami i za nami idą pojedyncze osoby.

Męski wypad

Może to Cię nie zainteresuję, więc jeśli chcesz wziąć stąd same smaczki i info o trasie, jak się szło, czy jest ciężko, jakie widoki czekają Cię po drodze to zjedź w dół.

Ja jednak lubię tworzyć z relacji pewną historię. A więc… zacznijmy od początku. Na tę podróż czekałem już od pewnego czasu. Byłem podekscytowany, bo w końcu udało się spiąć terminy i zorganizować 3-osobowy, męski wypad w Tatry. Musisz uwierzyć mi na słowo, ale to na prawdę nie jest prostą rzeczą. Zwłaszcza, gdy każdy z nas ma swoje rodziny i obowiązki życia codziennego.

Ten wyjazd to nie był typowy spontan. Pomysł i jego realizacja był całkowicie przemyślany. Chociaż do ostatniego momentu nie byłem do końca pewny czy do tego wyjazdu dojdzie.

To były 3 dni, które spędziliśmy w rejonie Tatr. Na Giewont wybraliśmy się w ostatnim dniu naszego pobytu. Zamieniliśmy Kościelec na Giewont ze względów bezpieczeństwa. W przeddzień (2 dzień – spędziliśmy na regeneracji i odpoczynku, ponieważ prawie cały dzień padał deszcz!) mocno popadało i mając na uwadze, że Kościelec nie posiada żadnych ułatwień w postaci łańcuchów – odpuściliśmy.

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że była to bardzo świadoma i dojrzała decyzja.

Nie bój się czasem odpuścić. Nawet jeśli musisz zrezygnować z czegoś co planowałeś już kilka miesięcy wcześniej. A kolejna okazja do zrealizowania celu będzie musiała poczekać kolejne miesiące….

Natomiast, Kościelec zdobyłem dwa miesiące później. Gdzie pogoda była wręcz perfekcyjna.

I to pokazuje, że czasem warto poczekać.

W Dolinie Małej Łąki, widok bezpośrednio na Giewont, który otulił się chmurami 🙂 

To zdjęcie zostało wykonane już w drodze powrotnej. W okolicach szlaku na Grzybowiec. 

Droga przypomina szkolny szlaczek, albo węża. 

Coraz więcej turystów zmierzających w stronę Przełęczy, z Hali Kondratowej. 

TRASA: GRONIK – DOLINA MAŁEJ ŁĄKI – WIELKA POLANA W DOLINIE – KONDRACKA PRZEŁĘCZ- WYŻNIA KONDRACKA PRZEŁĘCZ – GIEWONT – PRZEŁĘCZ W GRZYBOWCU – DOLINA MAŁEJ ŁĄKI – GRONIK

Dołączam link do trasy, którą możesz przeanalizować i wybrać najlepszy dla siebie wariant.

ponad 6 godzin (nie licząc przerw)

CZAS

1894 m n.p.m.

WYSOKOŚĆ

11,5 km

DŁUGOŚĆ

Krzyż na Giewoncie

Pan jegomość, Śpiący Rycerz.

Jego popularność wynika w głównej mierze z metalowego krzyża, który widoczny jest prawie z każdej części centrum Zakopanego. Jakby nie było historia krzyża ma już za sobą spory kawałek życia. Dokładnie, w bieżącym roku będziemy mieli 100 rocznicę! Ponieważ w 1901 roku metalowa konstrukcja stanęła po raz pierwszy na wysokości 1894 m n.p.m.   

Szapo ba – czapki z głów, dla tych, którzy nie bali się odważnych decyzji.

Dzięki temu krzyż na Giewoncie przez te wszystkie lata był symbolem Tatr i całego Podhala. I tak jest po dziś dzień. To ikona polskich Tatr, która wciąż przyciąga, inspiruje zarówno całe pokolenie wybitnych poetów, malarzy i artystów, ale także turystów i pielgrzymów.

 

Jak wniesiono Krzyż na górę?

Ile on mierzy?

I kto w tym maczał palce? 

Otóż postawienie takiego Krzyża to w tamtych czasach nie było wcale łatwym przedsięwzięciem. Za nim postawiono go na górze, stworzono drewniany prototyp, który pozwolił ocenić czy krzyż o wysokości 10,5 m będzie widoczny z centrum Zakopanego. Wynik próby był satysfakcjonujący. Podjęto, więc kroki, żeby Krzyż mógł jak najszybciej stanąć na Giewoncie.

Pracowało przy tym cała masa ludzi: począwszy od 500 górali, 18 furmanek do transportu, a kończąc na 1 monterze z Krakowa. Cała metalowa konstrukcja ważyła ok. 2 ton, a po za tym na plecach ludzi wniesiono do góry 400 kg cementu.  To wszystko powstało, dzięki ciężkiej, wręcz katorżniczej, ludzkiej pracy. Na szczęście wodę czerpano z pobliskiego płynącego strumyka.

To dzięki tej pracy my możemy cieszyć się symbolem i podziwiać widoki.

Co do pogody to może nie do końca to widać po nas, ale w drodze na Giewont potrzebowaliśmy założyć chusty, kaptury i rękawiczki zimowe.

Chociaż był to środek lata (druga połowa lipca, 2020) to jednak termometr w porannych godzinach pokazywał dosłownie kilka stopni na plusie. Jeśli do tego dojdzie wiatr to temperatura odczuwalna jest dużo niższa. Pamiętaj, żeby idąc w góry nawet latem zabierać ze sobą w razie czego ciepłe rzeczy. Szczególnie, gdy pogoda jest wątpliwa.

Z dużą przykrością patrzyło się na turystów, którzy wybrali się na Giewont w krótkich spodenkach i rękawku. I nie wyglądali na takich co by w plecaku mieli cieplejsze ubrania. Ja jestem zmarzluch. Zawsze latem mam w plecaku ciepłą bluzę, a jak prognozy są średnie to zawsze gdzieś tam spod spodu wygrzebię rękawiczki.

Jak to mówią lepiej mieć niż potem cierpieć.

Kopa Kondracka, czarno biała i wędrujący turyście w tle.

Już koło południa w okolicy Giewontu gromadziły się kolejki w drodze na szczyt. My już w tym czasie schodziliśmy powoli w dół widząc co się tu dzieje. Robiło się tłoczno, a na szczycie nie ma zbyt dużo miejsca. Na szczycie byliśmy około godziny czekając na przejaśnienie. Były momenty, gdy chmury odsłaniały widok na Doliny i centrum Zakopanego… to był czas, kiedy słońce i rosnąca temperatura powoli rozganiały utrzymującą się od rana mgłę i kłębiące się obłoki chmur.

W tym dniu niebo było częściowo zachmurzone. Nie zapowiadali jednak burz. Momentami było niepewnie, ale na szczęście obyło się bez deszczu. Jedynie do czego można byłoby się przyczepić to zimno. Zmarzliśmy. Dopiero około 13 mogliśmy zrzucić z siebie cieplejsze odzienie.

Pozostałe warunki były akceptowalne i wypad uznaliśmy za bardzo udany.

Nasza droga powrotna przebiegała przez Grzybowiec – czerwony szlak. Dochodząc do Przełęczy Grzybowiec – możemy odbić z powrotem na Dolinę Małej Łąki (my tak robimy), albo skręcić w prawo do Doliny Strążyskiej.

Dolina Małej Łąki z góry. 

Wpisz zapytanie. Wciśnij Enter aby wyszukać.